czwartek, 24 stycznia 2013

Rozdział 1


Mogłam się domyślić, że to nastąpi ; prędzej, czy później . Po roku przepełnionym magicznymi problemami i moim nieposłuszeństwem kochanej babci Breemely wysiadły nerwy. Nie potrafiła na mnie krzyknąć , a ja nie potrafiłam przestać pakować się w kłopoty. Miałam świadomość, że staruszka pewnego dnia odważy się powiedzieć „dość” . Wcale jej się nie dziwię. Nie należałam do spokojnych szesnastolatek siedzących z nosami w książkach, to też babcia nie dawała sobie ze mną rady. Obydwie bardzo się kochałyśmy, ale Breemely musiała coś ze mną zrobić.
I w końcu wysłała mnie tutaj – górzyste miasteczko Cotswolds to coś w rodzaju przebudowanego Hogwartu . Wielka przestrzeń przeznaczona do nauczania istot z magicznymi korzeniami.
Z westchnieniem pchnęłam drzwi czarnej taksówki i wyszłam na żwirową dróżkę. Szybko pożałowałam, że ubrałam spódnicę – okropnie wiało, a chłodne powietrze zdawało się przenikać przez skórę , wywołując istny huragan w moich żyłach. Podniosłam wzrok z ziemi i spostrzegłam kilka metrów przed sobą uśmiechniętą blondynkę . Miała ona około metr siedemdziesiąt wzrostu i szczupłą, zgrabną sylwetkę przyodzianą w czarne dżinsowe rurki i granatowy płaszczyk .Wyglądała na miłą dziewczynę, a jej bladobrązowe oczy iskrzyły się w nikłych promieniach słońca. Po chwili podeszła do mnie luźnym, ale dostojnym krokiem.
- Micky. – przedstawiła się , wyciągając do mnie rękę . – Ty pewnie jesteś Maggie ?
- Jade. Mów mi Jade. – uśmiechnęłam się, ściskając jej dłoń. – Przypominam mojej babci jakąś dziewczynę  z amerykańskiej telenoweli i tak już się przyjęło. – wzruszyłam ramionami.
- Dobrze. – zaśmiała się . – Tak się składa, że Micky też nie jest moim prawdziwym imieniem. Tak naprawdę nazywam się Nicole. Ale chyba już nikt tego nie pamięta.. – machnęła ręką.
- A to ciekawe…
- A więc zostałam wybrana do zapoznania cię z naszym małym światem, Jade. – ruszyłyśmy się z miejsca, kiedy taksówkarz podał mi z bagażnika moje walizki.
- Nie takim znowu małym… - stwierdziłam przyglądając się odległym ,zielonym pagórkom.
- Szybko nauczysz się tutaj przemieszczać. Przyznam, na początku to wszystko wydaje się być przytłaczające , ale potem się przyzwyczaisz.
- A właśnie, bo w ogóle gdzie my mieszkamy i gdzie odbywają się lekcje ? Z tego co wiem to nie ma tu żadnej szkoły, ani nic w tym stylu. Tylko kamienne domki.
- Całe Cotswolds jest naszą szkołą. – uśmiechnęła się. – Bo widzisz… lekcje odbywają się głównie pod ziemią.
- Pod…ziemią ? – wytrzeszczyłam oczy w zdumieniu.
Kiwnęła głową.
- W tych kamiennych domkach znajdują się nasze pokoje. – tłumaczyła – zazwyczaj w jednym domku mieszka po sześć osób. W każdym domku jest specjalne wejście pod ziemię. Wiem, to brzmi paskudnie, strasznie i nierealnie , ale gdy tam jesteś nie odczuwasz nic dziwnego. No, okej, odczuwasz, przez wystrój i tą całą magiczną atmosferę, ale poza tym to jak zwykła szkoła na powierzchni. Tylko bez okien. –parsknęła. – I jest ogromna. Bo jak już mówiłam, w każdym domku znajduje się do niej wejście, a niektóre są daleko od pozostałych. Poza tym niektóre lekcje odbywają się w większych domkach przekształconych w klasy, albo w terenie.
- Wow. No, jestem pod wrażeniem. – naprawdę byłam . Szkoła pod ziemią ? Istny odlot. Osobne domki ? Raj. – Ale nie każą nam siedzieć ciągle pod ziemią , prawda ? – spojrzałam na nią niepewnie. Nie cierpiałam robali.
- No jasne, że nie. Po szkole można nam wracać do pokoi , od poniedziałku do czwartku można odwiedzać innych uczniów i wychodzić do miasta do godziny dwudziestej. A w weekendy do dwudziestej trzeciej. Poza tym w tedy nie ma lekcji , ewentualnie jakieś zajęcia rekreacyjne, na przykład jazda konna. Ale zwykle nie trzeba w nich brać udziału, jeśli się nie chce.
- Chyba się przyzwyczaję… W sumie to bardzo przyzwoity plan.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Na szczęście masz domek ze mną. W razie jakichkolwiek wątpliwości, pytaj. Zresztą mam ci jeszcze dużo do opowiedzenia… Na razie jednak rozpakuj się. – to mówiąc wyciągnęła rękę przed siebie , wskazując na niedużą, kamienną chatkę . Była bezgranicznie piękna ,a rosnące wokół niej różane krzaki wprost tętniły życiem, nie zważając na zbliżającą się powoli zimę. W oknach zauważyłam subtelne spięte firany w kolorze kości słoniowej. Jak na średniowieczną budowlę , chatka była naprawdę zachwycająca. Od dziecka lubiłam takie miejsca – uważałam, że odrobina kurzu i skrzypiąca , drewniana podłoga nadaje im magicznej , domowej atmosfery. Mieszkając z babcią zostałam nauczona  miłości do staroświeckich drobiazgów.
Chwyciłam w dłonie walizki, które przedtem na chwilę postawiłam na trawię i poszłam za Micky do wnętrza domku. Przekroczyłam próg z ostrożnością , rozglądając się we wszystkie strony – dziesiątki zardzewiałych, ale eleganckich kinkiecików rozświetlały pomieszczenie , nadając mu przytulny wygląd. Dół mieszkania okazał się być salonikiem . Na dużym, włochatym dywanie ustawiono czteroosobową sofę w intrygujące wzory, ozdobioną stertą różnokolorowych poduszek . Przed kanapą znajdował się okazałe wielkości kominek , zbudowany z czerwonych i brązowych cegiełek . Ściana pokryta tapetą w drobne kwiatuszki nadawała pokojowi ciepłą, przyjemną nutkę babcinej miłości. Nad kominkiem zamontowano nieduży telewizor. Szczerze mówiąc niezmiernie ucieszył mnie jego widok – nie wyobrażałam sobie codzienności bez nowych odcinków „Innej” czy „Poplandu” . Na jednej ze ścian widniała drewniana boazeria. Na lewo od salonu zauważyłam malutkie pomieszczenia, które okazało się być kuchnią. Był tam tylko aneks kuchenny i lodówka, ale przecież i tak niczego więcej nie potrzebowałam. Wręcz przeciwnie , coś takiego to był szczyt moich marzeń . W zwykłym internacie dostałabym ciasny pokój z drewnianym łóżkiem (o ile nie metalowym ) na środku. Na dole byłaby kuchnia dla wszystkich uczniów , a gdzieś dalej łazienka dla dziewcząt . Tu zaś mogłam żyć jak w normalnym domu – salon, telewizor, pokój, łazienka, kuchnia. Wszystko to miałam dzielić jedynie z koleżankami z domku , a nie z setkami innych nastolatków. Coś wspaniałego. Chyba zaczynałam cieszyć się z faktu, iż babcia mnie tutaj wysłała.
- Trafił ci się jeden z najlepszych domków w całym Cotswolds, Jade. Niedawno go odnawiano. – uśmiechnęła się w moją stronę Micky.  Była naprawdę w porządku. – Oprócz nas mieszka tu tylko Vivienne . Jest fajną dziewczyną, zaprzyjaźniłyśmy się. Obie wprowadziłyśmy się tutaj bardzo niedawno, zaledwie dwa miesiące temu. Niestety Viv pojechała w odwiedziny do rodziców rankiem, więc poznasz ją dopiero wieczorem.
- Można wyjeżdżać w odwiedzony ?
- Mhm. Dwa razy w miesiącu, lub  w wyjątkowych sytuacjach. Wtedy na cały dzień jest się zwolnionym z lekcji. A w wakacje masz dwa tygodnie na pobyt u kogoś bliskiego. Albo nawet całe dwa miesiące, jeśli rodzice po ciebie przyjadą i usprawiedliwią twoją nieobecność.
- Okej… Fajnie. – usiadłam na kanapie nieco wyczerpana. To przez tą jazdę taksówką. Od zawsze cierpiałam na lokomocję.
- Heej, nie martw się. Niedługo się tutaj zaklimatyzujesz. Mnie też na początku było trudno.. Ale tutaj jest naprawdę super. – usiadła obok mnie i poklepała po ramieniu.
- Mam nadzieję. – uśmiechnęłam się lekko.
- Co takiego przeskrobałaś, że rodzice cię tu wysłali ? – zaśmiała się.
- Babcia.. Rodzice nie żyją.
- Przykro mi.- pośpieszyła zmieszana.
- Oj nie, nie szkodzi. To było dawno, przywykłam już. – wzruszyłam ramionami.- A babcia wysłała mnie tu, bo najnormalniej w świecie nie dawała sobie ze mną rady. Trudny ze mnie przypadek.. mam tendencję do pakowania się w kłopoty. – parsknęłam śmiechem.- Babcia miała mnie dość, kiedy zamiast wyczarować sobie na ścianie malunek ptaka, wyczarowałam czterdzieści gołębi , które jak opętane latały po całym domu.
- No nieźle… - Micky też się śmiała – Coś czuję, że się polubimy, Jade.
- Ja też. – pokiwałam głową.

Godzinę później zdążyłam już się rozpakować i rozgościć w nowym pokoju. Jego widok mnie zadowolił  podobnie jak na dole, jego ściany pokrywała kwiecista tapeta . W jednym kącie stało jednoosobowe  łóżko zrobione z drewna w ciepłym odcieniu brązu. Obok niego znajdowała się małą szafka nocna z dwoma głębokimi szufladami, które już wypchałam po brzegi bielizną i różnego typu ładowarkami i słuchawkami. W drugim kącie ustawiono szafę z tej samej kolekcji co łóżko , a przy niej nieduży prostokątny stolik służący jako biurko, z niebieską lampką na brzegu. Dzięki Bogu w pokoju było kilka gniazdek elektrycznych, więc dobrze, że wzięłam odtwarzacz CD. Poza tym upewniłam się, że w Cotswolds jest Internet; rzecz niezbędna do przetrwania w miejscu tak oddalonym od cywilizacji.
Po rozpakowaniu się i zatelefonowaniu do babci poszłam do łazienki wziąć szybki prysznic. Dochodziła godzina czternasta, a chciałam jeszcze dzisiaj zapoznać się z rozmieszczeniem miasteczka. Nie miałam zamiaru błądzić pod ziemią w poszukiwaniu odpowiedniej „nory”. Przyznam, szkoła pod ziemią to coś na pewno oryginalnego, ale cała ta wizja podziemnego Hogwartu przyprawiała mnie o dreszcze. Mimo o czułam, że się tu wpasuję. Kiedy wyszłam z toalety było wpół do trzeciej.  Narzuciłam na siebie parę czarnych dżinsów i czerwony, luźny sweter. Całość uzupełniłam czarnymi Vansami i delikatnym makijażem oraz rozpuściłam włosy. Gdy zastałam Micky w kuchni skręciłyśmy w stronę boazerii , po której prawej stronie dostrzegłam drzwi, które również drewniane, mieszały się z otoczeniem . Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni mały, pozłacany kluczyk i przekręciła nim zamek. Znalazłyśmy się w ciasnym, zakurzonym pomieszczeniu wypchanym stosem książek w najróżniejszych oprawach . Od blondynki dowiedziałam się, że to miejsce to schowek na magiczne drobiazgi. Zeszłyśmy po kamiennych schodkach i tam zauważyłam następne drzwi – tym razem bardziej szczelne. Po ich otworzeniu moim oczom ukazał się okropnie długi korytarz ozdobiony dziesiątkami , ba , setkami malunków i obrazów. Mimo jasnych barw na korytarzu panował miły mrok , a jedynym źródłem światła były staroświeckie świeczniki.
- Niesamowite…- wyrwało mi się , kiedy dotknęłam jednego z nich. Micky tylko uśmiechała się radośnie.
- To nie wszystko. – szepnęła.
Kiedy podniosłam głowę do góry ujrzałam przepiękne sufitowe freski przedstawiające dość znane mi malowidła – bogini czarnej magii Hekate , różne tajemnicze znaki, z którymi zetknęłam się, oglądając stare księgi babci Breemely. Wszystko to omotywała cudowna woń wanilii i fiołków, mieszająca się z wirującymi w powietrzu iskierkami magii. Mimowolnie się uśmiechnęłam .
Po chwili poszłyśmy w głąb Cotswolds High , wchodząc po kolei do wszystkich sal przeznaczonych do nauczania poszczególnych przedmiotów – dziś szkoła była niemal pusta, w końcu była niedziela. Tylko od czasu do czasu słyszałyśmy powolne kroki, które świadczyły o obecności jakiegoś nauczyciela. Przechadzając się po klasach dowiedziałam się od Micky , że lekcje w tej szkole będą wyglądać nieco inaczej niż w normalnym liceum (jakbym się tego nie spodziewała). Zamiast angielskiego miałam uczyć się literatury . Wychowanie fizyczne zastąpiono zajęciami „obronnymi” , które mają pomóc nam w walce z nieprzyjacielem . Historia będzie przepełniona tylko wydarzeniami mającymi jakieś znaczenie w świecie magii. Matmy nie będzie wcale . (HUUURA) . Geografia przybliży nam znajomość terenów, które powinniśmy kojarzyć. Chemia niestety bez zmian. Fizyka-brak. Do tego lekcja magii – czyli nauka rzucania zaklęć . No i jeszcze kilka innych przedmiotów, których dokładnie nie pamiętam. Tak czy siak ten plan zajęć podobał mi się o wiele bardziej niż poprzedni.
- Nie powinnam zameldować się dyrektorce czy coś ? – spytałam Micky, kiedy chodziłyśmy po bibliotece.
- Sooklets mówiła, żebyś podeszła do niej po siedemnastej. – odpowiedziała – Dopiero po czwartej , masz jeszcze trochę czasu. Idziemy pooglądać na zewnątrz ?
- Okey, z chęcią.
Po dziesięciu minutach trafiłyśmy do naszych drzwi i powrotem znalazłyśmy się w domku. Oh, jak przyjemnie było znowu zobaczyć okna ; choć w podziemiach wcale nie było tak znowu źle. Jak spędzanie tam czasu stanie się dla mnie codziennością, to na pewno się do tego przyzwyczaję.
- Może chodźmy już do tej dyry, co? Jest za dwadzieścia piąta . – powiedziałam patrząc na zegarek.
- Możemy. Akurat tam dojdziemy. Jej gabinet jest w jednym z domków .- kiwnęła głową i znowu opuściłyśmy mieszkanie.
Szłyśmy przez żwirowe dróżki, które prowadziły przez małe polany, jeszcze zielone o tej porze roku. Był środek października, mimo to pogoda nie była najgorsza. Niestety z tego co mi było wiadomo , zimy w Cotswolds są wyjątkowo mroźne , więc już niedługo mogłam się spodziewać śniegu i minusowej temperatury. Zimny wiatr już dawał znaki swojego istnienia. Na razie jednak nie zdążył popsuć mi humoru.
Po piętnastu minutach spokojnego marszu stanęłyśmy przed budowlą nieco większą od naszego domku, ale bynajmniej nie piękniejszą , choć przyznam, równie zachwycającą. Spadzisty dach obrośnięty mchem zamieszkiwał mały, milutki ptaszek , który wyglądem nie przypominaj mi żadnego poznanego dotąd skrzydlatego osobnika. Miał żywo niebieskie ubarwienie i jakby świecił się w blasku powoli zachodzącego słońca. Po chwili zorientowałam się, że swoją nietypową urodę musiał zawdzięczać rzuconemu na niego zaklęciu . W życiu nie widziałam piękniejszego ptaka, chyba, że tęczowe sówki istnieją naprawdę.
Micky zapukała cicho w sosnowe drzwi , jakby się bała ; choć pewnie tak tylko sobie ubzdurałam , bo wcześniej zapewniała , że nie ma czego . Podobno pani Sooklets to równa babka. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się z hukiem – zupełnie same. Nikogo nie zastałyśmy po drugiej stronie. Coraz bardziej zaczynało podobać mi się to miejsce- czysta magia. To lubiłam. Odkąd dowiedziałam się o tym, że jestem czarodziejką, ciągnęło mnie w stronę prawdziwych tajemnic. Pragnęłam dowiadywać się o świecie , w którym zamieszkałam. U boku Babci nie było to takie łatwe – nie lubiła, kiedy sama zabierałam się do jakichś magicznych rytuałów . Oczywiście jako stara czarownica wiele mnie nauczyła , ale dbała o to, by moje życie pozostało w miarę normalne. Chyba miała świadomość , że wysyłając mnie do Cotswolds, łamie wszystkie swoje zasady.
Weszłyśmy powoli do wnętrza budowli, uważając samo-otwierające się drzwi za normalność. Micky wytłumaczyła mi szeptem, że dyrektorka zwykle w ten sposób zaprasza do środka swoich uczniów.
Ujrzałam niedużą kobietkę około pięćdziesiątki z miłym, ale stanowczym wyrazem twarzy. Jej blond włosy z siwymi pasmami były ułożone w staranny koczek. Bił od niej potencjał, ale nie chłód. Siedziała za ogromnym, ciężkim dębowym biurkiem na skórzanym fotelu. Za nią widniało kilka regałów , po brzegi wypełnionych księgami, książkami, książeczkami, papierami, świstkami i Bóg wie jeszcze czym.
- Witaj, Micky. I witaj, kochanie. Ty pewnie jesteś Maggie ? –uśmiechnęła się ciepło w moją stronę. Coś mi się zdaje, że polubię tą panią. –pomyślałam.
- Dzień dobry pani Sooklets. Tak , to ja . A raczej.. Jade. –spojrzała na mnie niepewnie.- Dziwactwo babci. – machnęłam ręką.
- Dobrze, więc Jade… Mayer. Ale w papierach jesteś zapisana jako Maggie, prawda ? – wzięła długopis do ręki.
- Tak.- uśmiechnęłam się, patrząc z ukosa na Micky.
- Jeśli chcesz, w papierach szkolnych mogę to zmienić. – przysunęła do siebie teczkę, która leżała na wierzchu. – Dla mnie możesz być Jade. To nie problem. Do Micky tez nie mówię „Nicole” . – mrugnęła do blondynki . – Więc jak ? Zmienić ? – przeniosła wzrok powrotem na mnie.
- Jeżeli to nie problem. – wzruszyłam ramionami.
- Żaden.- znów się uśmiechnęła i zapisała coś na kartce. – W porządku. – schowała ją do teczki. – Więc.. Jade… Witamy w Cotswolds High ! Mam nadzieję, że szybko się tu zaklimatyzujesz. Robimy dla uczniów wszystko co w naszej mocy. Widziałaś już szkołę ?
- Tak, Micky mnie po niej oprowadzała.
- To świetnie ! Będziesz przynajmniej trochę orientować się w terenie. Nie przejmuj się jej wielkością. Uczę tu od kilkunastu lat i wciąż muszę szukać klas. – parsknęła śmiechem.- Ale tobie będzie łatwiej, każda grupa umiejętnościowa ma lekcje w jednym skrzydle, żeby uczniowie nie włóczyli się po całej szkole. Poza tym większość lekcji masz z Micky, bo dopasowałam twój plan do jej, abyś nie czuła się zagubiona.
- O, dziękuję. To bardzo miłe.
T a  b a b k a  j e s t  ś w i e t n a !
Podała mi mój plan zajęć do ręki , jeszcze raz życzyła mi dobrego „wejścia” w Cotswolds High i zapytała o kilka rzeczy, po czym mogłyśmy z Micky wracać do domu. Nie powiem, pierwsze spotkanie z Sooklets wypadło dużo lepiej, niż sobie wyobrażałam ; była o wiele sympatyczniejsza od pana Alex’a z poprzedniej szkoły. Facet nie był zły, ale w ogóle nie wiedział o się dzieje. Wraz z koleżankami uznałyśmy, że zamyka się w swoim własnym, ograniczonym świecie.
Wracając do domu spotkałyśmy kilka osób; o dziwo były do mnie miło nastawione, pytały jak mi się tutaj podoba i tak dalej. Szczególnie jedna para zyskała moją sympatię – Carnberry i John, przyjaciele Micky. Byli tak szczerze uśmiechnięci i uznali, że na pewno się polubimy. Fajnie jest słyszeć takie rzeczy już pierwszego dnia w zupełnie nowym otoczeniu. Carnberry była wysoką, ładną brunetką o niebieskich oczach, a John przystojnym blondynem lśniącymi, szarymi źrenicami i imponującym wzrostem. Była z nich bardzo dobrana para; tak słodko ze sobą wyglądali.

- Wszyscy w Cotswolds to czarodzieje ? – zapytałam Micky, kiedy szłyśmy przez gęstwiny drzew.
- Nie. Są też wilkołaki i elfy . I kilku ludzi, ale to nauczyciele. – wzruszyła ramionami.
- A wampiry ? – zaciekawiłam się.
- nie. Jeszcze nigdy nie przyjęto do Cots wampira. Utrzymujemy wrogie stosunki, jak wiesz.
- Wiem. Chciałam się tylko upewnić.
Spojrzałam się przed siebie . Odgarnęłam liście z twarzy i o mało co nie potknęłam się o gałąź. Puls mi przyśpieszył , ciśnienie podskoczyło, serce zaczęło bić tysiącami uderzeniami na minutę. Złapałam się pnia i oparłam się o niego całym ciałem , wpatrując się dalej w jedno miejsce, z lekko roztwartymi ustami. Chyba nawet wstrzymałam oddech.
- Co…. Co to za chłopak ? – spytałam się Micky po dłuższej chwili.
Zaśmiała się szczerze.

_____________________________________________
I hope that rozdział Wam się spodobał , i że historia Maggie Jade skradnie Wam serca . :) Bardzo zależy mi na Waszych opiniach, dlatego proszę Was o jak największą liczbę komentarzy - im więcej, tym prędzej pojawi się 2 rozdział :)
Co do Cotswolds - dużo razy pytano mnie, czy to miasteczko istnieje naprawdę. Otóż tak, to wieś w Wielkiej Brytanii, w której się zakochałam :) Oczywiście trochę zmieniłam ją w swojej wizji .



with love,
Z.;**
+ mój tumblr -http://sohypsta.tumblr.com/ :)
fb - http://www.facebook.com/profile.php?id=100002468721098
i ask - http://ask.fm/Windy33

Prolog


Jeśli żyjesz na tym świecie to znaczy, że jesteś potrzebny. Że zostałeś stworzony do jakiegoś celu . Nawet jeżeli twoje życie jest do niczego, to świat bez ciebie nie byłby zupełny. Jesteś na swój sposób wyjątkowy. Podobny do innych ludzi, różnisz się od nich diametralnie . Choćby jeden mały pieprzyk , jeden blond kosmyk włosów, jedno ledwo widzialne znamię sprawia, że  jesteś tym, kim jesteś.
__________________________________________________________
Heeej wszystkim ;**
Ten blog będzie opowiadał o magii, jak już się pewnie domyśliliście. Będę starała się dodawać rozdziały jak najczęściej, i postaram się, aby były jak najdłuższe. Mam nadzieję, że blog Wam się spodoba, często będziecie go odwiedzać, no i że zostawicie po sobie jakiś komentarz... to dla mnie ważne ! :))
Z. ;***