sobota, 16 marca 2013

Rozdział 2


- Mówisz o nim ? – skinęła głową w stronę wysokiego osobnika płci męskiej o piłkarskiej posturze. Ciemnobrązowe włosy w nieładzie opadały mu na czoło, nie zasłaniając jednak przy tym jego cholernie przystojnej twarzy. Był ubrany w białą koszulę z luźno zawiązanym krawatem i trzymał w ręku piłkę do kosza, którą za chwilę zręcznym ruchem wrzucił… no, do kosza.
- No a o kim ? – pisnęłam.
- A oto moja droga, najbardziej pożądany siedemnastolatek w Cotswolds.- uśmiechnęła się łobuzersko. – Drew Doubson. Zabójczo przystojny , wiecznie niedostępny, we własnej osobie. Obiekt westchnień większości dziewcząt – to mówiąc zaczęła wachlować się liściem – To chodzący ideał. Ale nie marnuj sobie czasu …. Jeszcze na żadną nie spojrzał. Prócz jednej takiej.- obdarzyła go tęsknym spojrzeniem.- Ale pomarzyć zawsze można , prawda ? – westchnęła.
- Oj można..- przyznałam.
W tym samym momencie chłopak odwrócił się w moją stronę . Byłam pewna, że patrzy prosto we mnie. Wytrzeszczyłam oczy. Gestem ręki pokazał swoim kolegom, (o proszę.. byli tam jacyś ? Ja widziałam tylko jego..) aby zaczekali na niego z grą i podał im piłkę, po czym.. zaczął zmierzać w naszym kierunku. Prościuteńko. Gwałtownie się obróciłam i pobiegłam w powrotem do liściastego buszu, ciągnąc za sobą Micky.
- Cholera, co ty robisz, Jade ?! – popatrzyła na mnie błagalnie
- Uciekam Micky ! Uciekam !
- Uciekasz przed najfajniejszym kolesiem w szkole, który chciała do ciebie podejść z w ł a s -
n e j woli ?!
- Właśnie tak ! Punkt dla ciebie ! – to mówiąc zaczęłam biec szybciej i tym razem naprawdę potknęłam się o gałąź . Wylądowałam na wilgotniej ziemi, podtrzymując się wystającego konara, by nie sturlać się z górki, wierzgając nogami. I wtedy ją zobaczyłam – ohydną, owłosioną gąsienicę, która próbowała dostać się na moją rękę . Puściłam się drewna i z przeraźliwym piskiem obrzydzenia i strachu, w ekstremalnych warunkach „zeszłam” (raczej powinnam nazwać to „zfikołkowaniem”) na dróżkę usianą trawą. Gdyby nie to , że w porę wypełniłam swoje ciało sporą dawką  dobrej magii, zapewne jęczałabym z bólu , bo nieźle uderzyłam o twardą powierzchnię. Widać moje moce na coś się przydają – pomyślałam.
- Jade, nic ci nie jest ? – Micky zbiegła ostrożnie z górki.
- Nie..- podniosłam się z ziemi, otrzepując się z trawy.- Dzięki za troskę.
- No jeszcze tego brakuje , żebyś już pierwszego dnia trafiła do szpitala! I w ogóle co się stało? Dlaczego uciekłaś ?!
- Bo.. oj .. ten Drew.. Czy ty myślisz, że ja przy tym chłopaku zachowywałabym się normalnie?!
- Pewnie chciał cię przywitać !
- Tak. Ale.. Nie wiem, czy nie zapomniałabym oddychać. Poza tym nie chce wyrobić sobie opinii laski uganiającej się za chłopakami, których nawet nie zna.- wzruszyłam ramionami.
- W sumie to cię rozumiem.. ale Drew.. proszę cię, Jade..- z płaczliwym tonem położyła policzek na moim ramieniu.

                                                                 ***

- Hej, jestem Vivienne.- dziewczyna o kasztanowych włosach i miłym, granatowym spojrzeniu podała mi rękę.
- Miło mi cię poznać. – uśmiechnęłam się .- Jestem Jade.
- Fajnie, że trafiłaś do nas, Jade. – usiadła na kanapie  saloniku. – We dwójkę był tu trochę pusto. – Teraz rozwalimy tą chatkę.- parsknęła śmiechem. – Skąd jesteś ?
- Z Cheddar. To miasteczko w Wielkiej Brytanii, w hrabstwie Somerset. Bardzo spokojne.
- Mhm. Czyli można powiedzieć, że jesteś przyzwyczajona do takich klimatów.
- No.. w sumie jestem.
- Mhm. Mi było dość trudno. Mieszkałam w Nowym Jorku.. A teraz w takim Cotswolds. Dwa inne światy.
- A, to rzeczywiście.. wieeele różnic. – zaśmiałam się. – Moja Ciocia mieszka w Nowym Jorku.
- To niesamowite miasto.. Poznałaś już dyrę ?
- Tak. Jest spoko.
- Oj tak, jest cudowna. W porównaniu z innymi nauczycielami to istny anioł.
- Inni są aż tak źli ?
- Niektórzy.. Powiedzmy, że nie zyskali mojej sympatii.
- Aha. Rozumiem.

Przez resztę dnia siedziałyśmy tak we trójkę- ja, Micky i Viv i rozmawiałyśmy na najróżniejsze tematy, dzięki czemu dowiedziałam się o nich naprawdę ciekawych rzeczy. Szczerze mówiąc miałam wrażenie, jakbyśmy znały się od lat, a nie jeden dzień. Okazały się być miłymi osobami, tak ciepło mnie przyjęły.
Około godziny dziewiętnastej trzydzieści usłyszałyśmy pukanie do drzwi wejściowych. Zdezorientowana Micky wstała z sofy i poszła w ich kierunku. Po chwili otworzyła zamek i ujrzałyśmy w progu.. Drew. Tak, tego Drew. Wcisnęłam się w fotel, żeby mnie nie zauważył. Zrobiło mi się okropnie głupio, że od niego wtedy uciekłam. Zacisnęłam powieki, jakby to miało mi w czymś pomóc.
- Cześć Micky. To u was mieszka ta nowa ? – usłyszałam jego kojący, lekko ochrypnięty głos. Oddychałam głęboko, aby przypadkiem nie zemdleć. Żałosne, Maggie Jade.
- Hej. A tak, Jade. Mieszka u nas. – odpowiedziała uszczęśliwiona Mi ; zapewne dlatego, że chłopak zapamiętał jej imię. Oni ,mężczyźni, moli tego nie wiedzieć, ale my cieszyłyśmy się z takich drobnostek.
- Sooklets kazała jej to przekazać. – co ? –  I tak właściwie… czy dziewczyna nie powinna nazywać się Maggie , czy coś w tym rodzaju ?
- Maggie to Jade. To trochę skomplikowane. Może sama ci to kiedyś wytłumaczy.
- Okej. A więc.. Pójdę już . Pa.
- Pa.  – po usłyszeniu trzaśnięcia drzwi błyskawicznie zerwałam się z fotela i zobaczyłam Micky, która rozmarzona opierała się o ścianę.
- Co chciał dać ? – spytałam.
Podała mi niedużą , papierową torbę, w której znalazłam długie podkolanówki, granatową spódnicę , marynarkę ze znakiem szkoły – półksiężycem otoczonym gwiazdami – i granatową bluzę, również z wyhaftowanym emblematem . Okej, czyli teraz to miał być mój codzienny strój. Nie było tak źle.. W końcu nie musiałam nosić wełnianej sukienki ani spódnicy w szkocką kratę. Przeżyję.

Wysoki brunet o przeraźliwie bladej skórze podszedł do zielonookiej blondynki o idealnych rysach twarzy , delikatnie łapiąc ją za ramię . Odwróciła buzię w jego stronę , wyraźnie czymś zaniepokojona. Chłopak odgarnął kosmyki z jej szyi i spojrzał na nią badawczo.
- Myślisz, że jej się uda ? – zapytała piękna istota.
- Pytasz, czy to ona ? Czy to jej przeznaczenie ?
Dziewczyna kiwnęła lekko głową.
- Czas pokaże. – chłopak uśmiechnął się chłodno.
Zerwałam się z łóżka z przyśpieszonym oddechem. Był środek nocy – dochodziła godzina trzecia. Pierwszy raz w życiu miałam tak realistyczny sen, ale nie to mnie zaciekawiło. Sen ten jako jedyny posiadał w sobie jakiś sens , jakąś jedną, spójną, logiczną całość. Był tak zwyczajny, a zarazem tak przerażający, intrygujący. Coś podpowiadało mi, że to nie było coś normalnego ; że powinnam zastanowić się nad jego ukrytym znaczeniem , lub też tym oczywistym, podanym jak na tacy – „Myślisz, że jej się uda ? Czy to jej przeznaczenie ?” . Byłam prawie pewna , że owe dwa niezwykłe stworzenia rozmawiały o mnie. Tylko co miało mi się udać ? Co miało być moim przeznaczeniem ? Czy w Cotswolds czekały na mnie jakieś plany ? Zagadki, tajemnice ? Dowiem się o sobie czegoś, czego dotąd nie wiedziałam ? „Czas pokaże” – pomyślałam i powrotem opadłam na poduszkę, chcąc się wyspać przed pierwszym dniem w nowej szkole.
Kiedy otworzyłam oczy był już ranek, a zegarek wskazywał godzinę siódmą. Nie musiałam się śpieszyć. Lekcje zaczynały się o ósmej, tak więc miałam sporo czasu na umycie się, ubranie i zjedzenie śniadania. W Cheddar o tej porze musiałabym być już gotowa na jazdę do szkoły, która znajdowała się na drugim końcu miasta. Tutaj drzwi do niej posiadałam we własnym domu, więc zamierzałam to wykorzystywać.
Ostatecznie wstałam dopiero o wpół do ósmej. Wolnym krokiem udałam się do łazienki, spotykając po drodze Micky. Vivienne jeszcze spała – szczęściara, miała w poniedziałki na dziesiątą.
Umyłam twarz i zęby oraz przebrałam się w swój nowy szkolny zestaw, decydując się na bluzę, a nie marynarkę . Śniadanie zjadłam szybko i zwinnie, przy muzyce zespołu Muse, która akurat leciała w radiu. Zawsze lubiłam te „zmierzchowe” rytmy, więc szczerze się ucieszyłam.
W końcu przyszedł czas na zmierzenie się ze szkolnymi korytarzami Cotswolds High. Pięć minut przed pierwszą lekcją weszłyśmy do szkoły . Poprawiłam włosy, próbując zdawać się niewidzialna. Niestety nie pomogło – oczy wszystkich uczniów kierowały się w moją stronę . Co jest ? Czy mam na czole napisane „Patrz się na mnie” ? Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Ale musiałam zachowywać się naturalnie – przecież miałam świadomość, że tak będzie. Nowa osoba w szkole zawsze wywołuje wokół siebie zamieszanie. To już taka tradycja.
- Pierwsza lekcja czarów. – rzuciła do mnie pogodna Micky.
- Fajnie. Nauczycielka czy nauczyciel ?
- Nauczycielka. Pani Clarks. Jest naprawdę super. – wzruszyła ramionami.- Ty drugą masz literaturę. I … Drew na nią chodzi, więc nie panikuj, okej ?
- Eee.. Spróbuję. – starałam się mówić jak najbardziej obojętnym tonem.
Weszłyśmy do klasy. Wszystkie twarze wydawały mi się znajome – zapewne poznałam je dzień wcześniej, kiedy Micky pokazywała mi okolice.   Uśmiechnęły się do mnie i pomachali. Zrobiłam to samo i zajęłam miejsce obok Micky.
- Witaj , Jade.  Jesteś nowa, prawda ? – zwróciła się do mnie niewysoka brunetka w różowej koszuli wsadzonej w czarną, ołówkową spódnicę. Kobieta mogła być po trzydziestce , ale dobrze się prezentowała.
- Tak, to ja. Jestem nowa. – kiwnęłam lekko głową.
- Nazywam się Melanie Clarks . Mam nadzieję, że spodobają ci się moje lekcje .- uśmiechnęła się .
- Na pewno. – odwzajemniłam ten gest.
Kobieta podeszła do swojego biurka i zaczęła sprawdzać obecność . Za ten czas przyjrzałam się osobom, które siedziały w pobliskich ławkach. Przywitali się ze mną i wymieniliśmy kilka słów.
- Dobrze kochani. – pani Clarks stanęła przed tablicą oprawioną w grubą, dębową ramę .- Dzisiaj dla odmiany trochę teorii.
Wszyscy jęknęli.
- Ależ nie marudźcie ! Na pewno zainteresuje was ten temat . Pomówimy trochę o wampirach.
Ożywiliśmy się nieco.
- Jak wiecie, wampiry to istoty prawie nieśmiertelne. Nauczycielka mówiła chodząc od ławki do ławki – Prawie. Istnieje kilka sposobów na ich zabicie. Jak się orientujecie, nie chodzi mi o kołek osinowy czy rozczłonowanie i spalenie ciała. Chodzi mi o czary, zaklęcia, których nie jest w stanie użyć człowiek.. – wykreśliła na tablicy dziwne zdanie . „ Querto me kira la tuqe xerius eroce me” . Nie miałam pojęcia, co oznaczają dane słowa.
- Słowa te napisane są w nieistniejącym języku – wyjaśniła Clarks – Zaklęcie te zabija wampira na dobre. Ale może zabić i nas ! Po wypowiedzeniu tego zdania ginie się w okrutny sposób . Język odmawia nam posłuszeństwa ,a my zaczynamy się nim dławić. Wtedy czat ten i tak nie spełnia do końca swej roli, ponieważ nie zabija wampira, jedynie unieruchamia go na jakiś czas. Tylko osoba wybrana może wypowiedzieć owe zdanie i sama nie stracić życia ; takich osób zaś na świecie jest bardzo, ależ to bardzo mało. Najgorsze jednak jest to, że takie osoby nie wiedzą ,iż są wybrane, dopóki nie spróbują wypowiedzieć zaklęcia. Wówczas nie mają pojęcia, czy uda im się przeżyć ową próbę unicestwienia wampira. Zaklęcie to..
Momentalnie zrobiło mi się niedobrze . Dławić się językiem ? Próbować zabić, nie wiedząc, czy samemu się przeżyje.. To okropne.
- Ostrzegam was. W  ż a d n y m  wypadku  nie używajcie tego w praktyce. Dla własnego dobra nawet nie próbujcie tego czytać ! Pokazałam wam to tylko po to, byście uważali , kiedy zetknęlibyście z tym oto zaklęciem . No i program nauczania mnie do tego zmusza. – westchnęła.
Podniosłam rękę do góry.
- Tak, Jade ? – nauczycielka udzieliła mi głosu.
- A jak.. to zaklęcie .. działa na wampira ?
- Bardzo dobre pytanie. A więc.. ono pali go od środka. Żywym ogniem. To dla niego ogromna udręka. A on nie może nic z tym zrobić. Od tego nie ma ucieczki.
Kiwnęłam delikatnie głową.
Przez resztę lekcji pani Clarks opowiadała nam o kilku czarach mogących wyrządzić krzywdę naszym wrogom. Tamte jednak nie zaciekawiły mnie tak, jak to pierwsze, choć oczywiście mogły się przydać . Czułam, że zajęcia pani Clarks będą moimi ulubionymi ; chociaż jeszcze nie uczestniczyłam w innych.
Po czarach przyszła kolej na literaturę. Energicznym krokiem powędrowałam do sali znajdującej się na drugim końcu korytarza. Po drodze poznałam Ellanie – piękną, niezwykle wesołą fioletowowłosą elfkę. Nie przywiązałam większej uwagi do jej włosów – sama lubiłam bawić się farbami, ale w końcu, po wielu przejściach, wróciłam do swojego naturalnego , czekoladowego brązu.
Usiadłam na tyłach klasy, która ozdobiona dziesiątkami obrazów i oprawionych w grube ramy wierszy, zdawała się być bardzo malutka. Przez chwilę wodziłam wzrokiem po trzykartkowej publikacji , którą znalazłam na ławce. Przedstawiała ona fragment Romea i Julii  Szekspira, jak się dowiedziałam po przeczytaniu pierwszego wersu. Zawsze lubiłam tą sztukę . Ma w sobie coś pięknego, a zarazem tragicznego i intrygującego oraz tajemniczego. Moje rozmyślania przerwał dźwięk stukających o podłogę obcasów, należących do starszej blond kobiety o idealnych kształtach i serdecznym wyrazie twarzy. Kurczę, czy tu wszyscy są tacy mili ? Za nią do klasy wszedł wysoki chłopak. Kiedy odwrócił się, rozpoznałam w nim Drew. Na śmierć zapomniałam, że miał chodzić ze mną na literaturę, a przecież godzinę przedtem Micky mnie o tym informowała ! Mimo to starałam zachowywać się normalnie. W końcu musiałabym przed nim uciekać. Niestety jak na złość jedyne wolne miejsce znajdowało się obok mnie. Chłopak usiadł na krześle, rzucając niedbale na podłogę swoją torbę. Naprężyłam wszystkie mięśnie jak do skoku, choć oczywiście nie zamierzałam bawić się w tygrysicę.
- Drew. Ty pewnie jesteś Jade ? – rzucił nieco obojętnie w moją stronę. W dziennym świetle jego oczy wydawały się żarzyć niczym małe ogniki.
- Tak. – starałam się odpowiedzieć równie beznamiętnie.
- To ty wtedy przede mną uciekałaś, prawda ? – zaśmiał się sarkastycznie.
- Ee.. raczej nie. Nie wiem o czym mówisz . – wzruszyłam ramionami, nie chcąc wyjść na totalną wariatkę.
Nie odpowiedział. Był taki obojętny , że miałam ochotę na niego wrzasnąć. Micky ostrzegała mnie , że tak będzie, ale jak dotąd nie chciałam w to uwierzyć. A jednak. Siedemnastolatek okazał się być tak cholernie niedostępny i gdyby nie to, że raczej  n i e  zyskał mojej sympatii, zapewne próbowałabym zwrócić na siebie choć strzępki jego uwagi. Ale nie , nie zamierzałam wzdychać na jego widok ani słodko się uśmiechać. Koleś może ( NA PEWNO ) i miał twarz, ale za grosz dobrego charakteru.
Chwilę patrzałam na niego gardzącym wzrokiem, po czym zrobiło mi się ciemno przed oczyma. Po omacku poszukałam rękoma krawędzi ławki i kurczowo zacisnęłam na niej palce. Momentalnie zaczęłam mieć problemy z oddychaniem i z trudem łapałam powietrze. Nie miałam pojęcia, co się ze mną dzieje. Byłam dosadnie przerażona. I wtedy to zobaczyłam – biały puch za oknem. Wirujące płatki śniegu, pokrywające wzgórza miasteczka, którym bez wątpienia było Corswolds. I mnóstwo czerwonego, lepkiego płynu na drewnianej podłodze, który niestety, byłam pewna, nie był nieszkodliwym barwnikiem czy wylaną farbą, a krwią. Litrami krwi.. Tu stanie się coś złego.
Po kilkunastu sekundach, które dłużyły się w nieskończoność, odzyskałam normalne pole widzenia i pierwszą rzeczą, którą ujrzałam , była zaciśnięta na moim ramieniu dłoń Drew. Spojrzałam na niego zdezorientowana i przestraszona. Przełknęłam ślinę.
- Coś się stało ? – szepnął.
- Nie mam.. nie mam pojęcia. – pokręciłam wolno głową.
- Chcesz pójść do pielęgniarki ?
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
Minęły dwie minuty , zanim wzruszył lekko ramionami i obrócił się w stronę tablicy. Przedtem spoglądał na mnie nieco zatroskany i przerażony, ale i zaintrygowany. Aż tak źle wyglądałam ? No nie wiem, miałam wywalone oczy białkami na wierzch ? Zresztą, kogo to obchodziło ? Widziałam coś.. strasznego. Nie wiem dlaczego i w jakim celu, ale widziałam. Miałam.. wizję ? Czy tak to można nazwać ? Nie wiem.  Ale mniej więcej zrozumiałam, o co w niej chodziło. Nie było to trudne.. Śnieg. Niedługo w Cotswolds spadnie śnieg. A wtedy będzie trzeba się pilnować. Ktoś.. coś.. lub przeznaczenie , pragnie zrobić komuś z nas, lub po prostu komuś .. krzywdę. Ogromną krzywdę. Będzie krwawa bitwa ? Nie, nie, zdecydowanie.. widziałam za mało krwi. Po bitwie zostałoby więcej.. Poza tym.. podłoga ! Bitwy toczą się na zewnątrz. A ta krew.. ona była na podłodze. Zerknęłam na drewniane deski w Sali. To  t a  podłoga – stwierdziłam. Co się do cholery stanie ?! Boże, oszczędź mnie ! Hekate ! Duchy ! Jestem tu pierwszy dzień ! No błagam !
Nagle do głowy przyszła mi nowa myśl : może jesteśmy bezpieczni ? Może to co zobaczyłam.. działo się w przeszłości ? Tak.. ale w takim razie po co jakiś stuknięty komin, trawa czy niebo wysyłałoby do mojej głowy te obrazy ?! No po co ?! Co się stało to się nie odstanie !
Wyluzuj, Maggie Jade. Uspokój się.
W końcu posłuchałam samej siebie i oddałam się wykładowi pani Meyer na temat Romea i Julii .  Dość szybko zapomniałam o swojej „wizji”, analizując  kolejne akty Szekspira.
Po lekcjach wraz z Micky i Vivienne zostałam zaproszona do domku Carnberry . Nie mogła mieć chatki z John’em ,ale przesiadywali u siebie tak długa, jak tylko pozwalały im na to zasady szkoły. Nie widzieli świata poza sobą nie szczędzili sobie okazywania uczuć. Carnberry była prawdziwą szczęściarą ; i pomyśleć, że na początku nie cierpiała John’a , jak się dowiedziałam z jej opowieści . No cóż. Miłość sama wybiera…
Domek urządzony był w stylu podobnym do naszego , tyle, że te pomieszczenia były nieco bardziej staroświeckie, niemniej jednak piękne. Ceglany kominek zdobiły złote, liczne wzory , nadając mu oryginalny, niepowtarzalny wygląd. Na kanapie ujrzałam trzy dziewczyny, z którymi wcześniej nie miałam jeszcze okazji się zetknąć.
- To moje współlokatorki .-wyjaśniła Carn – To jest Maggie Jade, dziewczyny. – podobało mi się , że użyła moich dwóch imion. Sama nie myślałam o sobie „Maggie” czy „Jade” – myślałam o sobie jako o Maggie Jade. Choć oficjalnie byłam nazywana po prostu „Jade”. Ale w końcu moje prawdziwe imię brzmi Maggie.. Nie chciałam o tym zapomnieć. – To jest Windy – kontynuowała Carnberry – Zabójczo „przystojna” elfka. – wskazała na ognistooką blondynkę ze szpiczastymi uszami. Pomachała do mnie, więc zrobiłam to samo . Rzeczywiście, była ładna, ale jak dla mnie Micky czy Carn były ładniejsze. – To Conni, nasza niebieskowłosa czarodziejka. – pokazała na dziewczynę pośrodku z szerokim, szczerym uśmiechem na ustach – A to Mitchie, w której żyłach płynie ta sama wilcza krew co moja. – zaśmiała się wskazując na ostatnią z dziewcząt, szatynkę o egzotycznej urodzie i miedzianej cerze.
Wytrzeszczyłam oczy w zdziwieniu.
- Jesteś… wilkołaczką ? – spojrzałam ponownie na Carnberry . Nie mogłam uwierzyć, że taka drobna, blada dziewczyna zmienia się w drapieżną bestię. Myślałam, że jest czarodziejką !
- Tak ! Nie spodziewałaś się, co ? – zaśmiała się .
- Nie ! – pokręciłam głową. – Naprawdę ! Ale numer..
- No widzisz. – wzruszyła ramionami. – To już wiesz.
Kiwnęłam głową i usiadłam obok dziewczyn na kanapie.
- Masz super imię, Maggie Jade . Kto je wymyślił ? – odezwała się Conni z entuzjazmem.
- Ee.. tak szczerze.. to naprawdę nazywam się Maggie. Ale moja babcia, fanatyczka amerykańskich telenoweli uważa, że wyglądam jak jakaś dziewczyna z jednej z nich ,a ona nazywa się Jade. Zaczęła tak na mnie mówić i tak już się przyjęło. Zwykle mówią na mnie po prostu Jade.. Ale Maggie Jade też mi się podoba. – uśmiechnęłam się.
- Mi też by mi się podobało. Jest świetne ! – wypaliła Windy.
- A ty ? Dlaczego mówią do ciebie Micky, a nie Nicole ? – zagadnęłam Micky , która dotąd siedziała cicho wcinając paczkę chipsów.
- Bo lubię myszkę Micky. – wzruszyła ramionami – Zaczęłam traktować to jako ksywkę, a potem stało się moim imieniem .
-Fajnie.. ja też sobie zmienię imię. – odezwała się Mitchie. – Hej, pasowałoby do mnie Jackie ? Albo Sophie ?
- A może cymbał ? – prychnęła Carnberry , siadając obok nas. – Mitchie pasuje do ciebie idealnie. – dodała.
- Jak tutaj trafiłaś, Maggie Jade ? – zapytała Windy .
- No.. Babcia miała mnie dosyć. Sprawiam, ze koleżance zniknęły włosy, nauczycielka zmieniła się w faceta.. – zaczęłam wymieniać swoje wpadki.
- I wyczarowała stado gołębi ! – Micky zaczęła się śmiać.
-No..i wyczarowałam stado gołębi. – westchnęłam.
Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- A właśnie, Jade, jak tam z Drew ? – spytała po chwili zaciekawiona Vivienne, sprawiając, że poczułam na sobie wzrok pozostałej piątki.
- Z Drew ? Uu, coś was łączy ? – wytrzeszczyła oczy Conni.
- Właściwie.. to zupełnie nic.
- Wczoraj Drew chciał do niej podejść. A ona uciekła. A potem przyszedł do nas do domku. A ona się schowała. A dziś miała z nim literaturę. – wyjaśniła Micky.
- I co ? Co ? – Chciała dowiedzieć się Mitchie. – Czekaj.. uciekałaś przed  D r e w  ?!
- No właśnie ! Też nie mogłam jej zrozumieć !  - przejęła się znowu Micky.
- Ojeju. – zawstydziłam się.
- Nie chciała wyjść za panienkę uganiającą się za nieznanymi kolesiami. – dodała blondynka bez przekonania.
- No dobra.. A co z tą literaturą ? – ciągnęła wilkołaczka .
- Nic. Kompletnie nic. – powiedziałam, przywracając pamięcią wydarzenie, które miało miejsce te kilka godzin wcześniej – Szczerze mówiąc, to.. frajer z tego waszego Drew. Przystojny frajer.
Plotkowałyśmy przez kolejne trzy godziny . Dziewczyny przybliżyły mi w ten sposób historie mnóstwa uczniów Cotswolds High. Słynne związki, rozstania, wpadki itepe. Czułam, że włączyły mnie do swojej paczki i bardzo mi się to spodobało. Pięć minut przed dwudziestą wyszłyśmy z Micky i Viv z domku Carnberry , zmierzając w kierunku naszego. Na dworze panował już mrok, ale dróżki oświecone były małymi pochodniami z lampkami LED wbitymi w ziemię. Nie no, żartowałam, bo w rzeczy samej widok ten nie był tak banalny – w pochodniach jarzyły się różnymi kolorami nieduże, magiczne kule, tryskając swymi jasnymi iskrami we wszystkich kierunkach. Magia wprost unosiła nas w powietrzu ,a znana mi już waniliowo - fiołkowa woń przedzierała się przez gęsto ulistnione drzewa. Wciągnęłam mieszaninę azotu, tlenu i gazów szlachetnych do płuc z rozkoszą, delikatnie przymykając powieki.
Strzeż się. – usłyszałam szept, który zdawał się jakby przenikać przez niebo.
_______________________________________________________
heeeej wszystkim :) No i jest 2 rozdział. Mam nadzieję , że Wam się spodoba i będziecie czekać na następny ;) Przepraszam, że tyle to trwało , ale ogólnie piszę to opowiadanie w zeszycie i jest tego okropnie dużo, w tej chwili jestem do tyłu ze 115 kartkami zapisanymi kratka pod kratką i drobnym druczkiem, więc nie jest łatwo, ale chyba mi się uda :D . Przeppraszam z góry za błędy, ale siedząc tyle czasu przed komputerem nie mam już siły ich poprawiać. 
Czekam na opinie w komentarzach ! ;*** Trzymajcie się cieplutko,



Z.