- Mówisz o nim ? – skinęła głową w stronę wysokiego osobnika
płci męskiej o piłkarskiej posturze. Ciemnobrązowe włosy w nieładzie opadały mu
na czoło, nie zasłaniając jednak przy tym jego cholernie przystojnej twarzy.
Był ubrany w białą koszulę z luźno zawiązanym krawatem i trzymał w ręku piłkę do
kosza, którą za chwilę zręcznym ruchem wrzucił… no, do kosza.
- No a o kim ? – pisnęłam.
- A oto moja droga, najbardziej pożądany siedemnastolatek w
Cotswolds.- uśmiechnęła się łobuzersko. – Drew Doubson. Zabójczo przystojny ,
wiecznie niedostępny, we własnej osobie. Obiekt westchnień większości dziewcząt
– to mówiąc zaczęła wachlować się liściem – To chodzący ideał. Ale nie marnuj
sobie czasu …. Jeszcze na żadną nie spojrzał. Prócz jednej takiej.- obdarzyła
go tęsknym spojrzeniem.- Ale pomarzyć zawsze można , prawda ? – westchnęła.
- Oj można..- przyznałam.
W tym samym momencie chłopak odwrócił się w moją stronę .
Byłam pewna, że patrzy prosto we mnie. Wytrzeszczyłam oczy. Gestem ręki pokazał
swoim kolegom, (o proszę.. byli tam jacyś ? Ja widziałam tylko jego..) aby
zaczekali na niego z grą i podał im piłkę, po czym.. zaczął zmierzać w naszym
kierunku. Prościuteńko. Gwałtownie się obróciłam i pobiegłam w powrotem do
liściastego buszu, ciągnąc za sobą Micky.
- Cholera, co ty robisz, Jade ?! – popatrzyła na mnie
błagalnie
- Uciekam Micky ! Uciekam !
- Uciekasz przed najfajniejszym kolesiem w szkole, który
chciała do ciebie podejść z w ł a s -
n e j woli ?!
- Właśnie tak ! Punkt dla ciebie ! – to mówiąc zaczęłam biec
szybciej i tym razem naprawdę potknęłam się o gałąź . Wylądowałam na wilgotniej
ziemi, podtrzymując się wystającego konara, by nie sturlać się z górki,
wierzgając nogami. I wtedy ją zobaczyłam – ohydną, owłosioną gąsienicę, która
próbowała dostać się na moją rękę . Puściłam się drewna i z przeraźliwym
piskiem obrzydzenia i strachu, w ekstremalnych warunkach „zeszłam” (raczej
powinnam nazwać to „zfikołkowaniem”) na dróżkę usianą trawą. Gdyby nie to , że
w porę wypełniłam swoje ciało sporą dawką
dobrej magii, zapewne jęczałabym z bólu , bo nieźle uderzyłam o twardą
powierzchnię. Widać moje moce na coś się przydają – pomyślałam.
- Jade, nic ci nie jest ? – Micky zbiegła ostrożnie z górki.
- Nie..- podniosłam się z ziemi, otrzepując się z trawy.-
Dzięki za troskę.
- No jeszcze tego brakuje , żebyś już pierwszego dnia
trafiła do szpitala! I w ogóle co się stało? Dlaczego uciekłaś ?!
- Bo.. oj .. ten Drew.. Czy ty myślisz, że ja przy tym
chłopaku zachowywałabym się normalnie?!
- Pewnie chciał cię przywitać !
- Tak. Ale.. Nie wiem, czy nie zapomniałabym oddychać. Poza
tym nie chce wyrobić sobie opinii laski uganiającej się za chłopakami, których
nawet nie zna.- wzruszyłam ramionami.
- W sumie to cię rozumiem.. ale Drew.. proszę cię, Jade..- z
płaczliwym tonem położyła policzek na moim ramieniu.
***
- Hej, jestem Vivienne.- dziewczyna o kasztanowych włosach i
miłym, granatowym spojrzeniu podała mi rękę.
- Miło mi cię poznać. – uśmiechnęłam się .- Jestem Jade.
- Fajnie, że trafiłaś do nas, Jade. – usiadła na
kanapie saloniku. – We dwójkę był tu
trochę pusto. – Teraz rozwalimy tą chatkę.- parsknęła śmiechem. – Skąd jesteś ?
- Z Cheddar. To miasteczko w Wielkiej Brytanii, w hrabstwie
Somerset. Bardzo spokojne.
- Mhm. Czyli można powiedzieć, że jesteś przyzwyczajona do
takich klimatów.
- No.. w sumie jestem.
- Mhm. Mi było dość trudno. Mieszkałam w Nowym Jorku.. A
teraz w takim Cotswolds. Dwa inne światy.
- A, to rzeczywiście.. wieeele różnic. – zaśmiałam się. –
Moja Ciocia mieszka w Nowym Jorku.
- To niesamowite miasto.. Poznałaś już dyrę ?
- Tak. Jest spoko.
- Oj tak, jest cudowna. W porównaniu z innymi nauczycielami
to istny anioł.
- Inni są aż tak źli ?
- Niektórzy.. Powiedzmy, że nie zyskali mojej sympatii.
- Aha. Rozumiem.
Przez resztę dnia siedziałyśmy tak we trójkę- ja, Micky i
Viv i rozmawiałyśmy na najróżniejsze tematy, dzięki czemu dowiedziałam się o
nich naprawdę ciekawych rzeczy. Szczerze mówiąc miałam wrażenie, jakbyśmy znały
się od lat, a nie jeden dzień. Okazały się być miłymi osobami, tak ciepło mnie
przyjęły.
Około godziny dziewiętnastej trzydzieści usłyszałyśmy
pukanie do drzwi wejściowych. Zdezorientowana Micky wstała z sofy i poszła w
ich kierunku. Po chwili otworzyła zamek i ujrzałyśmy w progu.. Drew. Tak, tego
Drew. Wcisnęłam się w fotel, żeby mnie nie zauważył. Zrobiło mi się okropnie
głupio, że od niego wtedy uciekłam. Zacisnęłam powieki, jakby to miało mi w
czymś pomóc.
- Cześć Micky. To u was mieszka ta nowa ? – usłyszałam jego
kojący, lekko ochrypnięty głos. Oddychałam głęboko, aby przypadkiem nie
zemdleć. Żałosne, Maggie Jade.
- Hej. A tak, Jade. Mieszka u nas. – odpowiedziała
uszczęśliwiona Mi ; zapewne dlatego, że chłopak zapamiętał jej imię. Oni
,mężczyźni, moli tego nie wiedzieć, ale my cieszyłyśmy się z takich drobnostek.
- Sooklets kazała jej to przekazać. – co ? – I tak właściwie… czy dziewczyna nie powinna
nazywać się Maggie , czy coś w tym rodzaju ?
- Maggie to Jade. To trochę skomplikowane. Może sama ci to
kiedyś wytłumaczy.
- Okej. A więc.. Pójdę już . Pa.
- Pa. – po usłyszeniu
trzaśnięcia drzwi błyskawicznie zerwałam się z fotela i zobaczyłam Micky, która
rozmarzona opierała się o ścianę.
- Co chciał dać ? – spytałam.
Podała mi niedużą , papierową torbę, w której znalazłam
długie podkolanówki, granatową spódnicę , marynarkę ze znakiem szkoły –
półksiężycem otoczonym gwiazdami – i granatową bluzę, również z wyhaftowanym emblematem
. Okej, czyli teraz to miał być mój codzienny strój. Nie było tak źle.. W końcu
nie musiałam nosić wełnianej sukienki ani spódnicy w szkocką kratę. Przeżyję.
Wysoki brunet o przeraźliwie bladej skórze podszedł do
zielonookiej blondynki o idealnych rysach twarzy , delikatnie łapiąc ją za
ramię . Odwróciła buzię w jego stronę , wyraźnie czymś zaniepokojona. Chłopak
odgarnął kosmyki z jej szyi i spojrzał na nią badawczo.
- Myślisz, że jej się uda ? – zapytała piękna istota.
- Pytasz, czy to ona ? Czy to jej przeznaczenie ?
Dziewczyna kiwnęła lekko głową.
- Czas pokaże. – chłopak uśmiechnął się chłodno.
Zerwałam się z łóżka z przyśpieszonym oddechem. Był środek
nocy – dochodziła godzina trzecia. Pierwszy raz w życiu miałam tak realistyczny
sen, ale nie to mnie zaciekawiło. Sen ten jako jedyny posiadał w sobie jakiś
sens , jakąś jedną, spójną, logiczną całość. Był tak zwyczajny, a zarazem tak
przerażający, intrygujący. Coś podpowiadało mi, że to nie było coś normalnego ;
że powinnam zastanowić się nad jego ukrytym znaczeniem , lub też tym
oczywistym, podanym jak na tacy – „Myślisz, że jej się uda ? Czy to jej
przeznaczenie ?” . Byłam prawie pewna , że owe dwa niezwykłe stworzenia
rozmawiały o mnie. Tylko co miało mi się udać ? Co miało być moim
przeznaczeniem ? Czy w Cotswolds czekały na mnie jakieś plany ? Zagadki,
tajemnice ? Dowiem się o sobie czegoś, czego dotąd nie wiedziałam ? „Czas
pokaże” – pomyślałam i powrotem opadłam na poduszkę, chcąc się wyspać przed
pierwszym dniem w nowej szkole.
Kiedy otworzyłam oczy był już ranek, a zegarek wskazywał
godzinę siódmą. Nie musiałam się śpieszyć. Lekcje zaczynały się o ósmej, tak
więc miałam sporo czasu na umycie się, ubranie i zjedzenie śniadania. W Cheddar
o tej porze musiałabym być już gotowa na jazdę do szkoły, która znajdowała się
na drugim końcu miasta. Tutaj drzwi do niej posiadałam we własnym domu, więc
zamierzałam to wykorzystywać.
Ostatecznie wstałam dopiero o wpół do ósmej. Wolnym krokiem
udałam się do łazienki, spotykając po drodze Micky. Vivienne jeszcze spała –
szczęściara, miała w poniedziałki na dziesiątą.
Umyłam twarz i zęby oraz przebrałam się w swój nowy szkolny
zestaw, decydując się na bluzę, a nie marynarkę . Śniadanie zjadłam szybko i
zwinnie, przy muzyce zespołu Muse, która akurat leciała w radiu. Zawsze lubiłam
te „zmierzchowe” rytmy, więc szczerze się ucieszyłam.
W końcu przyszedł czas na zmierzenie się ze szkolnymi
korytarzami Cotswolds High. Pięć minut przed pierwszą lekcją weszłyśmy do
szkoły . Poprawiłam włosy, próbując zdawać się niewidzialna. Niestety nie
pomogło – oczy wszystkich uczniów kierowały się w moją stronę . Co jest ? Czy
mam na czole napisane „Patrz się na mnie” ? Miałam ochotę zapaść się pod
ziemię. Ale musiałam zachowywać się naturalnie – przecież miałam świadomość, że
tak będzie. Nowa osoba w szkole zawsze wywołuje wokół siebie zamieszanie. To
już taka tradycja.
- Pierwsza lekcja czarów. – rzuciła do mnie pogodna Micky.
- Fajnie. Nauczycielka czy nauczyciel ?
- Nauczycielka. Pani Clarks. Jest naprawdę super. –
wzruszyła ramionami.- Ty drugą masz literaturę. I … Drew na nią chodzi, więc
nie panikuj, okej ?
- Eee.. Spróbuję. – starałam się mówić jak najbardziej
obojętnym tonem.
Weszłyśmy do klasy. Wszystkie twarze wydawały mi się znajome
– zapewne poznałam je dzień wcześniej, kiedy Micky pokazywała mi okolice. Uśmiechnęły się do mnie i
pomachali. Zrobiłam to samo i zajęłam miejsce obok Micky.
- Witaj , Jade.
Jesteś nowa, prawda ? – zwróciła się do mnie niewysoka brunetka w
różowej koszuli wsadzonej w czarną, ołówkową spódnicę. Kobieta mogła być po
trzydziestce , ale dobrze się prezentowała.
- Tak, to ja. Jestem nowa. – kiwnęłam lekko głową.
- Nazywam się Melanie Clarks . Mam nadzieję, że spodobają ci
się moje lekcje .- uśmiechnęła się .
- Na pewno. – odwzajemniłam ten gest.
Kobieta podeszła do swojego biurka i zaczęła sprawdzać
obecność . Za ten czas przyjrzałam się osobom, które siedziały w pobliskich
ławkach. Przywitali się ze mną i wymieniliśmy kilka słów.
- Dobrze kochani. – pani Clarks stanęła przed tablicą
oprawioną w grubą, dębową ramę .- Dzisiaj dla odmiany trochę teorii.
Wszyscy jęknęli.
- Ależ nie marudźcie ! Na pewno zainteresuje was ten temat .
Pomówimy trochę o wampirach.
Ożywiliśmy się nieco.
- Jak wiecie, wampiry to istoty prawie nieśmiertelne.
Nauczycielka mówiła chodząc od ławki do ławki – Prawie. Istnieje kilka sposobów
na ich zabicie. Jak się orientujecie, nie chodzi mi o kołek osinowy czy
rozczłonowanie i spalenie ciała. Chodzi mi o czary, zaklęcia, których nie jest
w stanie użyć człowiek.. – wykreśliła na tablicy dziwne zdanie . „ Querto me kira
la tuqe xerius eroce me” . Nie miałam pojęcia, co oznaczają dane słowa.
- Słowa te napisane są w nieistniejącym języku – wyjaśniła
Clarks – Zaklęcie te zabija wampira na dobre. Ale może zabić i nas ! Po
wypowiedzeniu tego zdania ginie się w okrutny sposób . Język odmawia nam
posłuszeństwa ,a my zaczynamy się nim dławić. Wtedy czat ten i tak nie spełnia
do końca swej roli, ponieważ nie zabija wampira, jedynie unieruchamia go na
jakiś czas. Tylko osoba wybrana może wypowiedzieć owe zdanie i sama nie stracić
życia ; takich osób zaś na świecie jest bardzo, ależ to bardzo mało. Najgorsze
jednak jest to, że takie osoby nie wiedzą ,iż są wybrane, dopóki nie spróbują
wypowiedzieć zaklęcia. Wówczas nie mają pojęcia, czy uda im się przeżyć ową
próbę unicestwienia wampira. Zaklęcie to..
Momentalnie zrobiło mi się niedobrze . Dławić się językiem ?
Próbować zabić, nie wiedząc, czy samemu się przeżyje.. To okropne.
- Ostrzegam was. W ż
a d n y m wypadku nie używajcie tego w praktyce. Dla własnego
dobra nawet nie próbujcie tego czytać ! Pokazałam wam to tylko po to, byście
uważali , kiedy zetknęlibyście z tym oto zaklęciem . No i program nauczania
mnie do tego zmusza. – westchnęła.
Podniosłam rękę do góry.
- Tak, Jade ? – nauczycielka udzieliła mi głosu.
- A jak.. to zaklęcie .. działa na wampira ?
- Bardzo dobre pytanie. A więc.. ono pali go od środka.
Żywym ogniem. To dla niego ogromna udręka. A on nie może nic z tym zrobić. Od
tego nie ma ucieczki.
Kiwnęłam delikatnie głową.
Przez resztę lekcji pani Clarks opowiadała nam o kilku
czarach mogących wyrządzić krzywdę naszym wrogom. Tamte jednak nie zaciekawiły
mnie tak, jak to pierwsze, choć oczywiście mogły się przydać . Czułam, że
zajęcia pani Clarks będą moimi ulubionymi ; chociaż jeszcze nie uczestniczyłam
w innych.
Po czarach przyszła kolej na literaturę. Energicznym krokiem
powędrowałam do sali znajdującej się na drugim końcu korytarza. Po drodze
poznałam Ellanie – piękną, niezwykle wesołą fioletowowłosą elfkę. Nie
przywiązałam większej uwagi do jej włosów – sama lubiłam bawić się farbami, ale
w końcu, po wielu przejściach, wróciłam do swojego naturalnego , czekoladowego
brązu.
Usiadłam na tyłach klasy, która ozdobiona dziesiątkami
obrazów i oprawionych w grube ramy wierszy, zdawała się być bardzo malutka.
Przez chwilę wodziłam wzrokiem po trzykartkowej publikacji , którą znalazłam na
ławce. Przedstawiała ona fragment Romea i
Julii Szekspira, jak się
dowiedziałam po przeczytaniu pierwszego wersu. Zawsze lubiłam tą sztukę . Ma w
sobie coś pięknego, a zarazem tragicznego i intrygującego oraz tajemniczego.
Moje rozmyślania przerwał dźwięk stukających o podłogę obcasów, należących do
starszej blond kobiety o idealnych kształtach i serdecznym wyrazie twarzy.
Kurczę, czy tu wszyscy są tacy mili ? Za nią do klasy wszedł wysoki chłopak.
Kiedy odwrócił się, rozpoznałam w nim Drew. Na śmierć zapomniałam, że miał
chodzić ze mną na literaturę, a przecież godzinę przedtem Micky mnie o tym
informowała ! Mimo to starałam zachowywać się normalnie. W końcu musiałabym
przed nim uciekać. Niestety jak na złość jedyne wolne miejsce znajdowało się
obok mnie. Chłopak usiadł na krześle, rzucając niedbale na podłogę swoją torbę.
Naprężyłam wszystkie mięśnie jak do skoku, choć oczywiście nie zamierzałam
bawić się w tygrysicę.
- Drew. Ty pewnie jesteś Jade ? – rzucił nieco obojętnie w
moją stronę. W dziennym świetle jego oczy wydawały się żarzyć niczym małe
ogniki.
- Tak. – starałam się odpowiedzieć równie beznamiętnie.
- To ty wtedy przede mną uciekałaś, prawda ? – zaśmiał się
sarkastycznie.
- Ee.. raczej nie. Nie wiem o czym mówisz . – wzruszyłam
ramionami, nie chcąc wyjść na totalną wariatkę.
Nie odpowiedział. Był taki obojętny , że miałam ochotę na
niego wrzasnąć. Micky ostrzegała mnie , że tak będzie, ale jak dotąd nie
chciałam w to uwierzyć. A jednak. Siedemnastolatek okazał się być tak cholernie
niedostępny i gdyby nie to, że raczej n
i e zyskał mojej sympatii, zapewne
próbowałabym zwrócić na siebie choć strzępki jego uwagi. Ale nie , nie
zamierzałam wzdychać na jego widok ani słodko się uśmiechać. Koleś może ( NA
PEWNO ) i miał twarz, ale za grosz dobrego charakteru.
Chwilę patrzałam na niego gardzącym wzrokiem, po czym
zrobiło mi się ciemno przed oczyma. Po omacku poszukałam rękoma krawędzi ławki
i kurczowo zacisnęłam na niej palce. Momentalnie zaczęłam mieć problemy z
oddychaniem i z trudem łapałam powietrze. Nie miałam pojęcia, co się ze mną
dzieje. Byłam dosadnie przerażona. I wtedy to zobaczyłam – biały puch za oknem.
Wirujące płatki śniegu, pokrywające wzgórza miasteczka, którym bez wątpienia było
Corswolds. I mnóstwo czerwonego, lepkiego płynu na drewnianej podłodze, który
niestety, byłam pewna, nie był nieszkodliwym barwnikiem czy wylaną farbą, a
krwią. Litrami krwi.. Tu stanie się coś złego.
Po kilkunastu sekundach, które dłużyły się w nieskończoność,
odzyskałam normalne pole widzenia i pierwszą rzeczą, którą ujrzałam , była
zaciśnięta na moim ramieniu dłoń Drew. Spojrzałam na niego zdezorientowana i
przestraszona. Przełknęłam ślinę.
- Coś się stało ? – szepnął.
- Nie mam.. nie mam pojęcia. – pokręciłam wolno głową.
- Chcesz pójść do pielęgniarki ?
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
Minęły dwie minuty , zanim wzruszył lekko ramionami i
obrócił się w stronę tablicy. Przedtem spoglądał na mnie nieco zatroskany i
przerażony, ale i zaintrygowany. Aż tak źle wyglądałam ? No nie wiem, miałam
wywalone oczy białkami na wierzch ? Zresztą, kogo to obchodziło ? Widziałam
coś.. strasznego. Nie wiem dlaczego i w jakim celu, ale widziałam. Miałam..
wizję ? Czy tak to można nazwać ? Nie wiem.
Ale mniej więcej zrozumiałam, o co w niej chodziło. Nie było to trudne..
Śnieg. Niedługo w Cotswolds spadnie śnieg. A wtedy będzie trzeba się pilnować.
Ktoś.. coś.. lub przeznaczenie , pragnie zrobić komuś z nas, lub po prostu
komuś .. krzywdę. Ogromną krzywdę. Będzie krwawa bitwa ? Nie, nie,
zdecydowanie.. widziałam za mało krwi. Po bitwie zostałoby więcej.. Poza tym..
podłoga ! Bitwy toczą się na zewnątrz. A ta krew.. ona była na podłodze.
Zerknęłam na drewniane deski w Sali. To
t a podłoga – stwierdziłam. Co
się do cholery stanie ?! Boże, oszczędź mnie ! Hekate ! Duchy ! Jestem tu
pierwszy dzień ! No błagam !
Nagle do głowy przyszła mi nowa myśl : może jesteśmy
bezpieczni ? Może to co zobaczyłam.. działo się w przeszłości ? Tak.. ale w
takim razie po co jakiś stuknięty komin, trawa czy niebo wysyłałoby do mojej
głowy te obrazy ?! No po co ?! Co się stało to się nie odstanie !
Wyluzuj, Maggie Jade. Uspokój się.
W końcu posłuchałam samej siebie i oddałam się wykładowi
pani Meyer na temat Romea i Julii . Dość szybko zapomniałam o swojej „wizji”, analizując
kolejne akty Szekspira.
Po lekcjach wraz z Micky i Vivienne zostałam zaproszona do
domku Carnberry . Nie mogła mieć chatki z John’em ,ale przesiadywali u siebie tak
długa, jak tylko pozwalały im na to zasady szkoły. Nie widzieli świata poza
sobą nie szczędzili sobie okazywania uczuć. Carnberry była prawdziwą
szczęściarą ; i pomyśleć, że na początku nie cierpiała John’a , jak się dowiedziałam
z jej opowieści . No cóż. Miłość sama wybiera…
Domek urządzony był w stylu podobnym do naszego , tyle, że
te pomieszczenia były nieco bardziej staroświeckie, niemniej jednak piękne. Ceglany
kominek zdobiły złote, liczne wzory , nadając mu oryginalny, niepowtarzalny wygląd.
Na kanapie ujrzałam trzy dziewczyny, z którymi wcześniej nie miałam jeszcze
okazji się zetknąć.
- To moje współlokatorki .-wyjaśniła Carn – To jest Maggie
Jade, dziewczyny. – podobało mi się , że użyła moich dwóch imion. Sama nie
myślałam o sobie „Maggie” czy „Jade” – myślałam o sobie jako o Maggie Jade. Choć
oficjalnie byłam nazywana po prostu „Jade”. Ale w końcu moje prawdziwe imię
brzmi Maggie.. Nie chciałam o tym zapomnieć. – To jest Windy – kontynuowała Carnberry
– Zabójczo „przystojna” elfka. – wskazała na ognistooką blondynkę ze
szpiczastymi uszami. Pomachała do mnie, więc zrobiłam to samo . Rzeczywiście,
była ładna, ale jak dla mnie Micky czy Carn były ładniejsze. – To Conni, nasza
niebieskowłosa czarodziejka. – pokazała na dziewczynę pośrodku z szerokim,
szczerym uśmiechem na ustach – A to Mitchie, w której żyłach płynie ta sama
wilcza krew co moja. – zaśmiała się wskazując na ostatnią z dziewcząt, szatynkę
o egzotycznej urodzie i miedzianej cerze.
Wytrzeszczyłam oczy w zdziwieniu.
- Jesteś… wilkołaczką ? – spojrzałam ponownie na Carnberry .
Nie mogłam uwierzyć, że taka drobna, blada dziewczyna zmienia się w drapieżną
bestię. Myślałam, że jest czarodziejką !
- Tak ! Nie spodziewałaś się, co ? – zaśmiała się .
- Nie ! – pokręciłam głową. – Naprawdę ! Ale numer..
- No widzisz. – wzruszyła ramionami. – To już wiesz.
Kiwnęłam głową i usiadłam obok dziewczyn na kanapie.
- Masz super imię, Maggie Jade . Kto je wymyślił ? –
odezwała się Conni z entuzjazmem.
- Ee.. tak szczerze.. to naprawdę nazywam się Maggie. Ale
moja babcia, fanatyczka amerykańskich telenoweli uważa, że wyglądam jak jakaś
dziewczyna z jednej z nich ,a ona nazywa się Jade. Zaczęła tak na mnie mówić i
tak już się przyjęło. Zwykle mówią na mnie po prostu Jade.. Ale Maggie Jade też
mi się podoba. – uśmiechnęłam się.
- Mi też by mi się podobało. Jest świetne ! – wypaliła Windy.
- A ty ? Dlaczego mówią do ciebie Micky, a nie Nicole ? –
zagadnęłam Micky , która dotąd siedziała cicho wcinając paczkę chipsów.
- Bo lubię myszkę Micky. – wzruszyła ramionami – Zaczęłam traktować
to jako ksywkę, a potem stało się moim imieniem .
-Fajnie.. ja też sobie zmienię imię. – odezwała się Mitchie.
– Hej, pasowałoby do mnie Jackie ? Albo Sophie ?
- A może cymbał ? – prychnęła Carnberry , siadając obok nas.
– Mitchie pasuje do ciebie idealnie. – dodała.
- Jak tutaj trafiłaś, Maggie Jade ? – zapytała Windy .
- No.. Babcia miała mnie dosyć. Sprawiam, ze koleżance
zniknęły włosy, nauczycielka zmieniła się w faceta.. – zaczęłam wymieniać swoje
wpadki.
- I wyczarowała stado gołębi ! – Micky zaczęła się śmiać.
-No..i wyczarowałam stado gołębi. – westchnęłam.
Wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- A właśnie, Jade, jak tam z Drew ? – spytała po chwili
zaciekawiona Vivienne, sprawiając, że poczułam na sobie wzrok pozostałej
piątki.
- Z Drew ? Uu, coś was łączy ? – wytrzeszczyła oczy Conni.
- Właściwie.. to zupełnie nic.
- Wczoraj Drew chciał do niej podejść. A ona uciekła. A
potem przyszedł do nas do domku. A ona się schowała. A dziś miała z nim
literaturę. – wyjaśniła Micky.
- I co ? Co ? – Chciała dowiedzieć się Mitchie. – Czekaj.. uciekałaś
przed D r e w ?!
- No właśnie ! Też nie mogłam jej zrozumieć ! - przejęła się znowu Micky.
- Ojeju. – zawstydziłam się.
- Nie chciała wyjść za panienkę uganiającą się za nieznanymi
kolesiami. – dodała blondynka bez przekonania.
- No dobra.. A co z tą literaturą ? – ciągnęła wilkołaczka .
- Nic. Kompletnie nic. – powiedziałam, przywracając pamięcią
wydarzenie, które miało miejsce te kilka godzin wcześniej – Szczerze mówiąc,
to.. frajer z tego waszego Drew. Przystojny frajer.
Plotkowałyśmy przez kolejne trzy godziny . Dziewczyny
przybliżyły mi w ten sposób historie mnóstwa uczniów Cotswolds High. Słynne
związki, rozstania, wpadki itepe. Czułam, że włączyły mnie do swojej paczki i
bardzo mi się to spodobało. Pięć minut przed dwudziestą wyszłyśmy z Micky i Viv
z domku Carnberry , zmierzając w kierunku naszego. Na dworze panował już mrok,
ale dróżki oświecone były małymi pochodniami z lampkami LED wbitymi w ziemię.
Nie no, żartowałam, bo w rzeczy samej widok ten nie był tak banalny – w pochodniach
jarzyły się różnymi kolorami nieduże, magiczne kule, tryskając swymi jasnymi
iskrami we wszystkich kierunkach. Magia wprost unosiła nas w powietrzu ,a znana
mi już waniliowo - fiołkowa woń przedzierała się przez gęsto ulistnione drzewa. Wciągnęłam
mieszaninę azotu, tlenu i gazów szlachetnych do płuc z rozkoszą, delikatnie
przymykając powieki.
Strzeż się. – usłyszałam
szept, który zdawał się jakby przenikać przez niebo.
_______________________________________________________
heeeej wszystkim :) No i jest 2 rozdział. Mam nadzieję , że Wam się spodoba i będziecie czekać na następny ;) Przepraszam, że tyle to trwało , ale ogólnie piszę to opowiadanie w zeszycie i jest tego okropnie dużo, w tej chwili jestem do tyłu ze 115 kartkami zapisanymi kratka pod kratką i drobnym druczkiem, więc nie jest łatwo, ale chyba mi się uda :D . Przeppraszam z góry za błędy, ale siedząc tyle czasu przed komputerem nie mam już siły ich poprawiać.
Czekam na opinie w komentarzach ! ;*** Trzymajcie się cieplutko,
Z.



