Mogłam się domyślić, że to nastąpi ; prędzej, czy później .
Po roku przepełnionym magicznymi problemami i moim nieposłuszeństwem kochanej
babci Breemely wysiadły nerwy. Nie potrafiła na mnie krzyknąć , a ja nie
potrafiłam przestać pakować się w kłopoty. Miałam świadomość, że staruszka
pewnego dnia odważy się powiedzieć „dość” . Wcale jej się nie dziwię. Nie
należałam do spokojnych szesnastolatek siedzących z nosami w książkach, to też
babcia nie dawała sobie ze mną rady. Obydwie bardzo się kochałyśmy, ale
Breemely musiała coś ze mną zrobić.
I w końcu wysłała mnie tutaj – górzyste miasteczko Cotswolds
to coś w rodzaju przebudowanego Hogwartu . Wielka przestrzeń przeznaczona do
nauczania istot z magicznymi korzeniami.
Z westchnieniem pchnęłam drzwi czarnej taksówki i wyszłam na
żwirową dróżkę. Szybko pożałowałam, że ubrałam spódnicę – okropnie wiało, a
chłodne powietrze zdawało się przenikać przez skórę , wywołując istny huragan w
moich żyłach. Podniosłam wzrok z ziemi i spostrzegłam kilka metrów przed sobą
uśmiechniętą blondynkę . Miała ona około metr siedemdziesiąt wzrostu i
szczupłą, zgrabną sylwetkę przyodzianą w czarne dżinsowe rurki i granatowy
płaszczyk .Wyglądała na miłą dziewczynę, a jej bladobrązowe oczy iskrzyły się w
nikłych promieniach słońca. Po chwili podeszła do mnie luźnym, ale dostojnym
krokiem.
- Micky. – przedstawiła się , wyciągając do mnie rękę . – Ty
pewnie jesteś Maggie ?
- Jade. Mów mi Jade. – uśmiechnęłam się, ściskając jej dłoń.
– Przypominam mojej babci jakąś dziewczynę
z amerykańskiej telenoweli i tak już się przyjęło. – wzruszyłam
ramionami.
- Dobrze. – zaśmiała się . – Tak się składa, że Micky też
nie jest moim prawdziwym imieniem. Tak naprawdę nazywam się Nicole. Ale chyba
już nikt tego nie pamięta.. – machnęła ręką.
- A to ciekawe…
- A więc zostałam wybrana do zapoznania cię z naszym małym
światem, Jade. – ruszyłyśmy się z miejsca, kiedy taksówkarz podał mi z
bagażnika moje walizki.
- Nie takim znowu małym… - stwierdziłam przyglądając się
odległym ,zielonym pagórkom.
- Szybko nauczysz się tutaj przemieszczać. Przyznam, na
początku to wszystko wydaje się być przytłaczające , ale potem się przyzwyczaisz.
- A właśnie, bo w ogóle gdzie my mieszkamy i gdzie odbywają
się lekcje ? Z tego co wiem to nie ma tu żadnej szkoły, ani nic w tym stylu.
Tylko kamienne domki.
- Całe Cotswolds jest naszą szkołą. – uśmiechnęła się. – Bo
widzisz… lekcje odbywają się głównie pod ziemią.
- Pod…ziemią ? – wytrzeszczyłam oczy w zdumieniu.
Kiwnęła głową.
- W tych kamiennych domkach znajdują się nasze pokoje. –
tłumaczyła – zazwyczaj w jednym domku mieszka po sześć osób. W każdym domku
jest specjalne wejście pod ziemię. Wiem, to brzmi paskudnie, strasznie i
nierealnie , ale gdy tam jesteś nie odczuwasz nic dziwnego. No, okej,
odczuwasz, przez wystrój i tą całą magiczną atmosferę, ale poza tym to jak
zwykła szkoła na powierzchni. Tylko bez okien. –parsknęła. – I jest ogromna. Bo
jak już mówiłam, w każdym domku znajduje się do niej wejście, a niektóre są
daleko od pozostałych. Poza tym niektóre lekcje odbywają się w większych
domkach przekształconych w klasy, albo w terenie.
- Wow. No, jestem pod wrażeniem. – naprawdę byłam . Szkoła
pod ziemią ? Istny odlot. Osobne domki ? Raj. – Ale nie każą nam siedzieć
ciągle pod ziemią , prawda ? – spojrzałam na nią niepewnie. Nie cierpiałam
robali.
- No jasne, że nie. Po szkole można nam wracać do pokoi , od
poniedziałku do czwartku można odwiedzać innych uczniów i wychodzić do miasta
do godziny dwudziestej. A w weekendy do dwudziestej trzeciej. Poza tym w tedy
nie ma lekcji , ewentualnie jakieś zajęcia rekreacyjne, na przykład jazda
konna. Ale zwykle nie trzeba w nich brać udziału, jeśli się nie chce.
- Chyba się przyzwyczaję… W sumie to bardzo przyzwoity
plan.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Na szczęście masz domek ze mną. W razie jakichkolwiek
wątpliwości, pytaj. Zresztą mam ci jeszcze dużo do opowiedzenia… Na razie
jednak rozpakuj się. – to mówiąc wyciągnęła rękę przed siebie , wskazując na
niedużą, kamienną chatkę . Była bezgranicznie piękna ,a rosnące wokół niej
różane krzaki wprost tętniły życiem, nie zważając na zbliżającą się powoli
zimę. W oknach zauważyłam subtelne spięte firany w kolorze kości słoniowej. Jak
na średniowieczną budowlę , chatka była naprawdę zachwycająca. Od dziecka
lubiłam takie miejsca – uważałam, że odrobina kurzu i skrzypiąca , drewniana
podłoga nadaje im magicznej , domowej atmosfery. Mieszkając z babcią zostałam
nauczona miłości do staroświeckich
drobiazgów.
Chwyciłam w dłonie walizki, które przedtem na chwilę
postawiłam na trawię i poszłam za Micky do wnętrza domku. Przekroczyłam próg z
ostrożnością , rozglądając się we wszystkie strony – dziesiątki zardzewiałych,
ale eleganckich kinkiecików rozświetlały pomieszczenie , nadając mu przytulny
wygląd. Dół mieszkania okazał się być salonikiem . Na dużym, włochatym dywanie
ustawiono czteroosobową sofę w intrygujące wzory, ozdobioną stertą
różnokolorowych poduszek . Przed kanapą znajdował się okazałe wielkości kominek
, zbudowany z czerwonych i brązowych cegiełek . Ściana pokryta tapetą w drobne
kwiatuszki nadawała pokojowi ciepłą, przyjemną nutkę babcinej miłości. Nad
kominkiem zamontowano nieduży telewizor. Szczerze mówiąc niezmiernie ucieszył
mnie jego widok – nie wyobrażałam sobie codzienności bez nowych odcinków
„Innej” czy „Poplandu” . Na jednej ze ścian widniała drewniana boazeria. Na
lewo od salonu zauważyłam malutkie pomieszczenia, które okazało się być
kuchnią. Był tam tylko aneks kuchenny i lodówka, ale przecież i tak niczego
więcej nie potrzebowałam. Wręcz przeciwnie , coś takiego to był szczyt moich
marzeń . W zwykłym internacie dostałabym ciasny pokój z drewnianym łóżkiem (o
ile nie metalowym ) na środku. Na dole byłaby kuchnia dla wszystkich uczniów ,
a gdzieś dalej łazienka dla dziewcząt . Tu zaś mogłam żyć jak w normalnym domu
– salon, telewizor, pokój, łazienka, kuchnia. Wszystko to miałam dzielić
jedynie z koleżankami z domku , a nie z setkami innych nastolatków. Coś
wspaniałego. Chyba zaczynałam cieszyć się z faktu, iż babcia mnie tutaj
wysłała.
- Trafił ci się jeden z najlepszych domków w całym
Cotswolds, Jade. Niedawno go odnawiano. – uśmiechnęła się w moją stronę
Micky. Była naprawdę w porządku. –
Oprócz nas mieszka tu tylko Vivienne . Jest fajną dziewczyną, zaprzyjaźniłyśmy
się. Obie wprowadziłyśmy się tutaj bardzo niedawno, zaledwie dwa miesiące temu.
Niestety Viv pojechała w odwiedziny do rodziców rankiem, więc poznasz ją
dopiero wieczorem.
- Można wyjeżdżać w odwiedzony ?
- Mhm. Dwa razy w miesiącu, lub w wyjątkowych sytuacjach. Wtedy na cały dzień
jest się zwolnionym z lekcji. A w wakacje masz dwa tygodnie na pobyt u kogoś
bliskiego. Albo nawet całe dwa miesiące, jeśli rodzice po ciebie przyjadą i
usprawiedliwią twoją nieobecność.
- Okej… Fajnie. – usiadłam na kanapie nieco wyczerpana. To
przez tą jazdę taksówką. Od zawsze cierpiałam na lokomocję.
- Heej, nie martw się. Niedługo się tutaj zaklimatyzujesz.
Mnie też na początku było trudno.. Ale tutaj jest naprawdę super. – usiadła
obok mnie i poklepała po ramieniu.
- Mam nadzieję. – uśmiechnęłam się lekko.
- Co takiego przeskrobałaś, że rodzice cię tu wysłali ? –
zaśmiała się.
- Babcia.. Rodzice nie żyją.
- Przykro mi.- pośpieszyła zmieszana.
- Oj nie, nie szkodzi. To było dawno, przywykłam już. –
wzruszyłam ramionami.- A babcia wysłała mnie tu, bo najnormalniej w świecie nie
dawała sobie ze mną rady. Trudny ze mnie przypadek.. mam tendencję do pakowania
się w kłopoty. – parsknęłam śmiechem.- Babcia miała mnie dość, kiedy zamiast
wyczarować sobie na ścianie malunek ptaka, wyczarowałam czterdzieści gołębi ,
które jak opętane latały po całym domu.
- No nieźle… - Micky też się śmiała – Coś czuję, że się
polubimy, Jade.
- Ja też. – pokiwałam głową.
Godzinę później zdążyłam już się rozpakować i rozgościć w
nowym pokoju. Jego widok mnie zadowolił
podobnie jak na dole, jego ściany pokrywała kwiecista tapeta . W jednym
kącie stało jednoosobowe łóżko zrobione
z drewna w ciepłym odcieniu brązu. Obok niego znajdowała się małą szafka nocna
z dwoma głębokimi szufladami, które już wypchałam po brzegi bielizną i różnego
typu ładowarkami i słuchawkami. W drugim kącie ustawiono szafę z tej samej
kolekcji co łóżko , a przy niej nieduży prostokątny stolik służący jako biurko,
z niebieską lampką na brzegu. Dzięki Bogu w pokoju było kilka gniazdek
elektrycznych, więc dobrze, że wzięłam odtwarzacz CD. Poza tym upewniłam się,
że w Cotswolds jest Internet; rzecz niezbędna do przetrwania w miejscu tak oddalonym
od cywilizacji.
Po rozpakowaniu się i zatelefonowaniu do babci poszłam do
łazienki wziąć szybki prysznic. Dochodziła godzina czternasta, a chciałam
jeszcze dzisiaj zapoznać się z rozmieszczeniem miasteczka. Nie miałam zamiaru
błądzić pod ziemią w poszukiwaniu odpowiedniej „nory”. Przyznam, szkoła pod
ziemią to coś na pewno oryginalnego, ale cała ta wizja podziemnego Hogwartu przyprawiała
mnie o dreszcze. Mimo o czułam, że się tu wpasuję. Kiedy wyszłam z toalety było
wpół do trzeciej. Narzuciłam na siebie
parę czarnych dżinsów i czerwony, luźny sweter. Całość uzupełniłam czarnymi
Vansami i delikatnym makijażem oraz rozpuściłam włosy. Gdy zastałam Micky w
kuchni skręciłyśmy w stronę boazerii , po której prawej stronie dostrzegłam
drzwi, które również drewniane, mieszały się z otoczeniem . Dziewczyna
wyciągnęła z kieszeni mały, pozłacany kluczyk i przekręciła nim zamek.
Znalazłyśmy się w ciasnym, zakurzonym pomieszczeniu wypchanym stosem książek w
najróżniejszych oprawach . Od blondynki dowiedziałam się, że to miejsce to
schowek na magiczne drobiazgi. Zeszłyśmy po kamiennych schodkach i tam
zauważyłam następne drzwi – tym razem bardziej szczelne. Po ich otworzeniu moim
oczom ukazał się okropnie długi korytarz ozdobiony dziesiątkami , ba , setkami
malunków i obrazów. Mimo jasnych barw na korytarzu panował miły mrok , a
jedynym źródłem światła były staroświeckie świeczniki.
- Niesamowite…- wyrwało mi się , kiedy dotknęłam jednego z
nich. Micky tylko uśmiechała się radośnie.
- To nie wszystko. – szepnęła.
Kiedy podniosłam głowę do góry ujrzałam przepiękne sufitowe
freski przedstawiające dość znane mi malowidła – bogini czarnej magii Hekate ,
różne tajemnicze znaki, z którymi zetknęłam się, oglądając stare księgi babci
Breemely. Wszystko to omotywała cudowna woń wanilii i fiołków, mieszająca się z
wirującymi w powietrzu iskierkami magii. Mimowolnie się uśmiechnęłam .
Po chwili poszłyśmy w głąb Cotswolds High , wchodząc po
kolei do wszystkich sal przeznaczonych do nauczania poszczególnych przedmiotów
– dziś szkoła była niemal pusta, w końcu była niedziela. Tylko od czasu do
czasu słyszałyśmy powolne kroki, które świadczyły o obecności jakiegoś
nauczyciela. Przechadzając się po klasach dowiedziałam się od Micky , że lekcje
w tej szkole będą wyglądać nieco inaczej niż w normalnym liceum (jakbym się
tego nie spodziewała). Zamiast angielskiego miałam uczyć się literatury .
Wychowanie fizyczne zastąpiono zajęciami „obronnymi” , które mają pomóc nam w
walce z nieprzyjacielem . Historia będzie przepełniona tylko wydarzeniami
mającymi jakieś znaczenie w świecie magii. Matmy nie będzie wcale . (HUUURA) .
Geografia przybliży nam znajomość terenów, które powinniśmy kojarzyć. Chemia
niestety bez zmian. Fizyka-brak. Do tego lekcja magii – czyli nauka rzucania
zaklęć . No i jeszcze kilka innych przedmiotów, których dokładnie nie pamiętam.
Tak czy siak ten plan zajęć podobał mi się o wiele bardziej niż poprzedni.
- Nie powinnam zameldować się dyrektorce czy coś ? –
spytałam Micky, kiedy chodziłyśmy po bibliotece.
- Sooklets mówiła, żebyś podeszła do niej po siedemnastej. –
odpowiedziała – Dopiero po czwartej , masz jeszcze trochę czasu. Idziemy
pooglądać na zewnątrz ?
- Okey, z chęcią.
Po dziesięciu minutach trafiłyśmy do naszych drzwi i
powrotem znalazłyśmy się w domku. Oh, jak przyjemnie było znowu zobaczyć okna ;
choć w podziemiach wcale nie było tak znowu źle. Jak spędzanie tam czasu stanie
się dla mnie codziennością, to na pewno się do tego przyzwyczaję.
- Może chodźmy już do tej dyry, co? Jest za dwadzieścia
piąta . – powiedziałam patrząc na zegarek.
- Możemy. Akurat tam dojdziemy. Jej gabinet jest w jednym z
domków .- kiwnęła głową i znowu opuściłyśmy mieszkanie.
Szłyśmy przez żwirowe dróżki, które prowadziły przez małe
polany, jeszcze zielone o tej porze roku. Był środek października, mimo to
pogoda nie była najgorsza. Niestety z tego co mi było wiadomo , zimy w
Cotswolds są wyjątkowo mroźne , więc już niedługo mogłam się spodziewać śniegu
i minusowej temperatury. Zimny wiatr już dawał znaki swojego istnienia. Na
razie jednak nie zdążył popsuć mi humoru.
Po piętnastu minutach spokojnego marszu stanęłyśmy przed
budowlą nieco większą od naszego domku, ale bynajmniej nie piękniejszą , choć
przyznam, równie zachwycającą. Spadzisty dach obrośnięty mchem zamieszkiwał
mały, milutki ptaszek , który wyglądem nie przypominaj mi żadnego poznanego
dotąd skrzydlatego osobnika. Miał żywo niebieskie ubarwienie i jakby świecił
się w blasku powoli zachodzącego słońca. Po chwili zorientowałam się, że swoją
nietypową urodę musiał zawdzięczać rzuconemu na niego zaklęciu . W życiu nie
widziałam piękniejszego ptaka, chyba, że tęczowe sówki istnieją naprawdę.
Micky zapukała cicho w sosnowe drzwi , jakby się bała ; choć
pewnie tak tylko sobie ubzdurałam , bo wcześniej zapewniała , że nie ma czego .
Podobno pani Sooklets to równa babka. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się z
hukiem – zupełnie same. Nikogo nie zastałyśmy po drugiej stronie. Coraz
bardziej zaczynało podobać mi się to miejsce- czysta magia. To lubiłam. Odkąd dowiedziałam
się o tym, że jestem czarodziejką, ciągnęło mnie w stronę prawdziwych tajemnic.
Pragnęłam dowiadywać się o świecie , w którym zamieszkałam. U boku Babci nie
było to takie łatwe – nie lubiła, kiedy sama zabierałam się do jakichś
magicznych rytuałów . Oczywiście jako stara czarownica wiele mnie nauczyła ,
ale dbała o to, by moje życie pozostało w miarę normalne. Chyba miała
świadomość , że wysyłając mnie do Cotswolds, łamie wszystkie swoje zasady.
Weszłyśmy powoli do wnętrza budowli, uważając samo-otwierające
się drzwi za normalność. Micky wytłumaczyła mi szeptem, że dyrektorka zwykle w
ten sposób zaprasza do środka swoich uczniów.
Ujrzałam niedużą kobietkę około pięćdziesiątki z miłym, ale
stanowczym wyrazem twarzy. Jej blond włosy z siwymi pasmami były ułożone w
staranny koczek. Bił od niej potencjał, ale nie chłód. Siedziała za ogromnym,
ciężkim dębowym biurkiem na skórzanym fotelu. Za nią widniało kilka regałów ,
po brzegi wypełnionych księgami, książkami, książeczkami, papierami, świstkami
i Bóg wie jeszcze czym.
- Witaj, Micky. I witaj, kochanie. Ty pewnie jesteś Maggie ?
–uśmiechnęła się ciepło w moją stronę. Coś mi się zdaje, że polubię tą panią.
–pomyślałam.
- Dzień dobry pani Sooklets. Tak , to ja . A raczej.. Jade.
–spojrzała na mnie niepewnie.- Dziwactwo babci. – machnęłam ręką.
- Dobrze, więc Jade… Mayer. Ale w papierach jesteś zapisana
jako Maggie, prawda ? – wzięła długopis do ręki.
- Tak.- uśmiechnęłam się, patrząc z ukosa na Micky.
- Jeśli chcesz, w papierach szkolnych mogę to zmienić. –
przysunęła do siebie teczkę, która leżała na wierzchu. – Dla mnie możesz być
Jade. To nie problem. Do Micky tez nie mówię „Nicole” . – mrugnęła do blondynki
. – Więc jak ? Zmienić ? – przeniosła wzrok powrotem na mnie.
- Jeżeli to nie problem. – wzruszyłam ramionami.
- Żaden.- znów się uśmiechnęła i zapisała coś na kartce. – W
porządku. – schowała ją do teczki. – Więc.. Jade… Witamy w Cotswolds High ! Mam
nadzieję, że szybko się tu zaklimatyzujesz. Robimy dla uczniów wszystko co w
naszej mocy. Widziałaś już szkołę ?
- Tak, Micky mnie po niej oprowadzała.
- To świetnie ! Będziesz przynajmniej trochę orientować się
w terenie. Nie przejmuj się jej wielkością. Uczę tu od kilkunastu lat i wciąż
muszę szukać klas. – parsknęła śmiechem.- Ale tobie będzie łatwiej, każda grupa
umiejętnościowa ma lekcje w jednym skrzydle, żeby uczniowie nie włóczyli się po
całej szkole. Poza tym większość lekcji masz z Micky, bo dopasowałam twój plan
do jej, abyś nie czuła się zagubiona.
- O, dziękuję. To bardzo miłe.
T a b a b k a j e s t
ś w i e t n a !
Podała mi mój plan zajęć do ręki , jeszcze raz życzyła mi
dobrego „wejścia” w Cotswolds High i zapytała o kilka rzeczy, po czym mogłyśmy
z Micky wracać do domu. Nie powiem, pierwsze spotkanie z Sooklets wypadło dużo
lepiej, niż sobie wyobrażałam ; była o wiele sympatyczniejsza od pana Alex’a z
poprzedniej szkoły. Facet nie był zły, ale w ogóle nie wiedział o się dzieje.
Wraz z koleżankami uznałyśmy, że zamyka się w swoim własnym, ograniczonym
świecie.
Wracając do domu spotkałyśmy kilka osób; o dziwo były do
mnie miło nastawione, pytały jak mi się tutaj podoba i tak dalej. Szczególnie
jedna para zyskała moją sympatię – Carnberry i John, przyjaciele Micky. Byli
tak szczerze uśmiechnięci i uznali, że na pewno się polubimy. Fajnie jest
słyszeć takie rzeczy już pierwszego dnia w zupełnie nowym otoczeniu. Carnberry
była wysoką, ładną brunetką o niebieskich oczach, a John przystojnym blondynem
lśniącymi, szarymi źrenicami i imponującym wzrostem. Była z nich bardzo dobrana
para; tak słodko ze sobą wyglądali.
- Wszyscy w Cotswolds to czarodzieje ? – zapytałam Micky,
kiedy szłyśmy przez gęstwiny drzew.
- Nie. Są też wilkołaki i elfy . I kilku ludzi, ale to
nauczyciele. – wzruszyła ramionami.
- A wampiry ? – zaciekawiłam się.
- nie. Jeszcze nigdy nie przyjęto do Cots wampira.
Utrzymujemy wrogie stosunki, jak wiesz.
- Wiem. Chciałam się tylko upewnić.
Spojrzałam się przed siebie . Odgarnęłam liście z twarzy i o
mało co nie potknęłam się o gałąź. Puls mi przyśpieszył , ciśnienie podskoczyło,
serce zaczęło bić tysiącami uderzeniami na minutę. Złapałam się pnia i oparłam
się o niego całym ciałem , wpatrując się dalej w jedno miejsce, z lekko
roztwartymi ustami. Chyba nawet wstrzymałam oddech.
- Co…. Co to za chłopak ? – spytałam się Micky po dłuższej
chwili.
Zaśmiała się szczerze.
_____________________________________________
I hope that rozdział Wam się spodobał , i że historia Maggie Jade skradnie Wam serca . :) Bardzo zależy mi na Waszych opiniach, dlatego proszę Was o jak największą liczbę komentarzy - im więcej, tym prędzej pojawi się 2 rozdział :)
Co do Cotswolds - dużo razy pytano mnie, czy to miasteczko istnieje naprawdę. Otóż tak, to wieś w Wielkiej Brytanii, w której się zakochałam :) Oczywiście trochę zmieniłam ją w swojej wizji .
with love,
Z.;**
+ mój tumblr -http://sohypsta.tumblr.com/ :)
fb - http://www.facebook.com/profile.php?id=100002468721098
i ask - http://ask.fm/Windy33



<3 ślicznieeeee <3 wstawiaj następny rozdział, bo ten jest naprawdę super *___* wgl super piszesz bo to już nie pierwszy Twój blog jaki czytam^.^ no i mam nadzieję, że nie ostatni ;**
OdpowiedzUsuńej Piklu wstawiaj prędzej ten drugi rozdział, bo nie wytrzymam <3 jestem ciekawa co to za chłopak i wgl ^^ masz talent :*
OdpowiedzUsuńMasz wspaniałego bloga :)
OdpowiedzUsuńZapraszam Cię również na bloga, który nie jest mój, jednak cel jego istnienia urzekł mnie. Może też przyłączysz się do tej akcji? "Mogę zmienić świat tylko z tobą:)"
http://f-me-i-am-famous.blogspot.com/p/blog-page_5828.html
Dziękuję za tego linka... Naprawdę ; )
UsuńSUPER BLOG <3 ZAGLĄDAM TU CODZIENNIE I JESTEM ZACHWYCONA ! <3
OdpowiedzUsuńmasz niezwlykly talent :) naprawde <3
OdpowiedzUsuń