Przed pójściem do łóżka włączyłam jeszcze swojego
niebieskiego laptopa, chcąc sprawdzić pogodę na najbliższe dni. Wizja obudzenia
się i ujrzenia za oknem śniegu przyprawiała mnie o dreszcze i zawroty głowy.
Musiałam powiedzieć o swoich przypuszczeniach dyrektorce , ale jeszcze nie
wiedziałam jak. Uznałaby mnie za wariatkę, gdybym ot tak wpadła do jej gabinetu
z informacją, iż w zimę ktoś straci życie.
No a zresztą może zrozumiałam wszystko opacznie i w ogóle nie powinnam
się martwić. Może te obrazy były wytworem mojej wyobraźni ? Nie miałam
zielonego pojęcia jak się zachowywać. Żyć w strachu, czy jakby nic się nie
stało ? Te inne pytania nadciągały na mój umysł niczym huragan , niszcząc
poukładane tam dotąd przemyślenia. Może ja po prostu robiłam się psychiczna ? A
może Babcia Breemely się za mną stęskniła i próbuje zniechęcić mnie do tego
miejsca, wysyłając do mojej głowy te dziwne rzeczy ? A m o ż e
s k o ń c z ę z t y m
n a d z i s i a j , s p r a w d z
ę t ą
c h o l e r n ą p o g o d ę i p
ó j d ę s p a ć ?
O tak, ta myśl spodobała mi się najbardziej. Czym prędzej
wystukałam w Googlach hasło „pogoda Cotswolds” i kliknęłam w pierwszy lepszy
link. Bocznym paskiem zjechałam na dół strony , szukając wzrokiem choć jednej
śnieżynki. Na szczęście jej tam nie znalazłam, więc przez ten tydzień mogłam
być spokojna. Po sprawdzeniu pogody napisałam do Babci krótkiego maila,
ponieważ nie miałam siły do niej dzwonić. Na razie nie wspominałam w nim o tym,
co dzisiaj miało miejsce – znając ją z miejsca wsiadłaby w najbliższy pociąg,
by mnie stąd zabrać. A ja czułam.. że tu jest moje miejsce.
Nakryłam się kołdrą i ułożyłam głowę na poduszce, modląc się
w duchu, żebym szybko zasnęła i by nie dręczyły mnie nocne koszmary. Miałam
zdecydowanie za dużo przygód jak na niecałe dwa dni w szkole dla nienormalnych
nastolatków. Hekate mnie posłuchała. Po kilku minutach odpłynęłam w niebyt.
Obudziłam się o szóstej, ale nie chciało mi się już spać,
więc wyskoczyłam z łóżka i poszłam z moją kosmetyczką prosto do łazienki. Ubrałam się w ten sam zestaw co dzień
wcześniej i wyprostowałam włosy, które paskudnie pokręciły się od wilgoci
panującej w chatce. W innych okolicznościach nie przeszkadzałyby mi one, ale
takich loków tolerować nie mogłam – musiałam wyglądać w miarę normalnie
drugiego dnia w nowym liceum. Myśląc o szkole przypomniało mi się coś; kiedy
rozmawiałam z panią Sooklets wspominała coś o grupach umiejętnościowych. Z tego
co wiedziałam, Drew miał siedemnaście lat, więc był o rok starszy ode mnie.
Dlaczego więc miał ze mną literaturę ? Nie zdał ? Parsknęłam śmiechem. Możliwe
też, że „grupa umiejętnościowa” nie musiało oznaczać „klasa” . Musiałam
dowiedzieć się jeszcze wielu rzeczy o Cotswolds High…
- O co chodzi z tymi grupami umiejętnościowymi ?- zagadnęłam
Vivienne przy śniadaniu.
- No.. istnieją trzy takie grupy. Pierwsza jest dla
początkujących, druga dla zaawansowanych, a trzecia to tak zwany ‘poziom
końcowy’ – odpowiedziała mieszając płatki.
- To jest jakoś podzielone na wiek ? No wiesz, że do jednej
z grup należą ludzie z jednego rocznika .. ?
- Nie. – pokręciła głową – To nie zależy od wieku. Do
początkujących dostajesz się wtedy, kiedy przyjeżdżasz do szkoły. Od tej pory
jesteś tam rok. A potem przechodzisz do zaawansowanych. Więc nie ważne, czy
wstąpisz do Cotswolds w wieku piętnastu czy osiemnastu lat, najpierw rok jesteś
w początkujących. A, no i jedynie na obronnych mieszają grupy. – wytłumaczyła.
- Ah. Rozumiem. Fajnie.. można wcześniej skończyć szkołę.
- Albo później. – wzruszyła ramionami.
- A.. Drew ? Kiedy przejdzie do zaawansowanych ?
- Oo, jednak interesuje cię nasz przystojny frajer ? –
zaśmiała się.
- Nie.. Po prostu zaciekawiło mnie to, że chodzi ze mną na
literaturę, a jest starszy. – odparłam obojętnie.
- No.. z tego co wiem do zaawansowanych przechodzi po Nowym
Roku, więc bardzo niedługo.
- Okej. – trochę się zawiodłam, że miałam tak mało czasu na
poznanie go na literaturze, ale nie dałam tego po sobie wykryć.
Po śniadaniu poszłam z Micky i Vivienne do szkoły , chociaż
miałyśmy jeszcze pół godziny , zanim zacznie się pierwsza lekcja. Pojedyncze
osoby kręciły się już po skąpanych w ciemnym świetle korytarzach, a z
niektórych klas dało się usłyszeć stłumione głosy ; kilka grup od siódmej
musiało uczestniczyć w zajęciach. Skręciłyśmy w stronę szkolnej biblioteki
.Postanowiłam wypożyczyć sobie kilka książek o historii Cotswolds, tak dla
pewności, czy aby nic tu się nikomu nie stało… No i ogólnie rzecz biorąc
chciałam zapoznać się z początkami tej szkoły i miasta.
Kiedy doszłyśmy do ogromnego świata książek, każda z nas
osobno zaczęła krążyć pomiędzy regałami. Wzrokiem szukałam półki z literą „C” ,
ale „A” zdawało się nie mieć końca. Naprawdę, imponujący zbiór, w życiu nie
widziałam tylu książek naraz. Sufit był strasznie wysoki, na jakieś osiem,
dziesięć metrów, a regały ustawione przy ścianach sięgały prawie do niego, więc
potrzeba było drabiny lub umiejętności latania, aby wziąć książkę z najwyższej
półki. W pomieszczeniu pachniało kurzem i starością, nie mniej jednak panowała
tam magiczna, przyjemna atmosfera. Poczułam, że miejsce to stanie się takim, do
którego często będę zaglądać.
W końcu , po kilku minutach wytężania wzroku znalazłam
literę „C” , jak się obawiałam, na jednej z najwyższych półek. Spostrzegłam
blisko siebie dużą, drewnianą skrzynię, wokół której unosił się tysiące
iskierek magii, zgodnie wirujących z lekkimi drobinkami kurzu. Podeszłam do
niej i przejechałam dłonią po wystającej desce, po czym zajrzałam do środka.
Moją uwagę przykuły wyrzeźbione w drewnie oczka, po pięć po obu stronach pudła.
Po chwili domyśliłam się, do czego mogą służyć owe dziurki. Ostrożnie weszłam
do skrzyni, przykucnęłam i włożyłam palce do wgłębień. Zacisnęłam oczy, czując,
jak tajemnicza rzecz zaczyna trząść się we wszystkich kierunkach.
- Do litery „C” , poproszę. – szepnęłam , śmiejąc się.
Skrzynia wystrzeliła w górę niczym petarda, sprawiając, że
poczułam się jak na kolejce górskiej. Zaczęłam cieszyć się jak małe dziecko,
nie otwierając oczu. Zawirowałyśmy kilka razy. Do moich żył wkroczyła czysta magia,
która w połączeniu z adrenaliną tworzyła istną mieszankę wybuchową. Ciśnienie
wciskało mnie w głąb skrzyni, ale nie było to bolesne, wręcz przeciwnie ;
twarde deski jakby zamieniły się w miękką, puchową poduszkę. W życiu nie bawiłam się lepiej. Wesołe
miasteczko to pikuś w porównaniu z tym, co właśnie przeżywałam. Na raz z głowy
zniknęły wszystkie problemy, a dusza pragnęła tylko i wyłącznie jak najdłuższej
jazdy tym drewnianym wagonikiem. Niestety bardzo szybko zorientowałam się, że
hamujemy, a kiedy otworzyłam oczy ujrzałam przed sobą półkę oznakowaną literą
„C” . Co.. Co.. Cot.. Cotswolds. Jest. Wyciągnęłam książkę oprawioną grubą,
brązową skórą . Obok miejsca , na którym leżała, znalazłam też inne publikacje,
które mogły mi się przydać – „Cotswolds High” , „Cotswolds – czary” i
„Cotswolds . Początki i najważniejsze wydarzenia” . Wzięłam je wszystkie i
delikatnie położyłam na dnie skrzyni, po czym znów przyjęłam taką samą pozycję,
jak wcześniej.
- Na dół, poproszę. – znów się uśmiechnęłam. No i ruszyłyśmy
w dół, niczym najsprawniejsza winda jeżdżąca 100km na godzinę. Nie sądziłam, że
będę miała taką frajdę wybierając się do biblioteki.
Kiedy się zatrzymałyśmy , wyskoczyłam ze skrzyni na
skrzypiące, dębowe deski podłogowe, zabierając ze sobą cztery dość grube
książki. Wcisnęłam je do torby zastanawiając się, czy mi się na coś przydadzą.
Chociaż nawet gdybym nie znalazła w nich tego, czego szukałam, na pewno przybliżą
mi znajomość miejsca, w którym się znajdowałam.. Bo o Cotswolds wiedziałam tyko
to, w uczniowie mają swoje domki i uczą się pod ziemią.
Pchnęłam lekko zardzewiałą furtkę, spoglądając przed siebie.
Moją pierwszą lekcją były zajęcia obronne. Westchnęłam, widząc na trawniku
grupki osób rozciągających się do ćwiczeń. Wf nigdy nie był moim ulubionym
przedmiotem, ale w Cheddar biegaliśmy i graliśmy w tenisa stołowego. A co
miałam robić tutaj ? Bić się ? Toczyć krwawe walki bokserskie ? Z przerażeniem
przełknęłam ślinę , zauważając kilka metrów od siebie kosz wypchany.. mieczami.
O nie, jestem przeciwniczką zabijania rówieśników na lekcjach, jeśli po to je
tutaj przyniesiono. Odetchnęłam z ulgą , kiedy dostrzegłam w niewielkim tłumie
dziewcząt Carnberry . Pomaszerowałam w jej stronę, spinając włosy w wysoki
kucyk.
- Hej Maggie Jade. – uśmiechnęłam się – Ładnie wyglądasz. –
wytrzeszczyłam oczy w zdumieniu. Dziewczyna była cudowna. Miałam na sobie
czarne legginsy , za duży , sprany T-shirt i granatowe trampki, a ona ze
szczerością powiedziała mi, że ładnie wyglądam.
- Hej Carnberry.. i.. ee.. dzięki. – usiadłam obok niej na
trawię – Powiesz mi , na czym tak właściwie polegają te zajęcia ? – zapytałam i
skinęłam głową w stronę kosza z wystającymi srebrnymi ostrzami. Momentalnie
zaczęłam się trząść, i to nie ze strachu , tylko przez to, że poczułam na sobie
zimny podmuch wiatru. No tak. Był początek października, a Maggie Jade wybrała
się na dwór bez bluzy.
- Chcesz moją ? – usłyszałam głos John’a, chłopaka Carn.
Boże, nawet nie zauważyłam kiedy przyszedł. Chwila. Czy on mi właśnie
przypadkiem nie..
- Oh. Chyba o tym nie wspomniałam. No.. John potrafi
odczytywać niektóre myśli innych osób. – Carn zobaczyła moje zmieszanie i
pośpieszyła z wyjaśnieniami. – Ale nie
wszystkie, więc bez obaw. – zaśmiała się i machnęła ręką.
- Na serio ? Jak mogłaś o pominąć ? To super moc.. – pokiwałam głową z
entuzjazmem.
- Może i super. – chłopak wsadził ręce do kieszeni ,
wzruszając ramionami. – To chcesz tą bluzę ? – uśmiechnął się.
- Ee.. skoro to nie problem. Zimno mi, a zapomniałam wziąć
swoją. – wygięłam delikatnie kąciki ust do góry i nałożyłam na siebie materiał,
który John mi podał.
Chyba zakochałam się w tych ludziach.. Canberry i John byli
dla mnie bardzo mili i w ogóle, wydawali się być naprawdę dobrymi przyjaciółmi.
Przekonałam się do nich już pierwszego dnia pobytu w Cotswolds, a z każdą
następną chwilą pokazywali swoją jeszcze lepszą stronę. Miałam wrażenie, że nie
długo staną się dla mnie rodziną, której przez wiele lat nie posiadałam. Babcia
Breemely była jedyną osobą, jaka mi pozostała, nie licząc ciotki Kat z Nowego
Jorku. To one stanowiły moją rodzinę.. Mama i tata zginęli kiedy miała zaledwie
pięć lat, w wielkiej wojnie magicznych istot, która miała miejsce w 1999r. Nie
pamiętałam ich zbyt dobrze, ale wiedziałam, że byli dla mnie bardzo ważni.
Obiecałam sobie, że kiedy dorosnę, dowiem się więcej o ich tragicznej śmierci.
Czułam, że mi się to uda.
- Wracając do twojego wcześniejszego pytania.. – głos
Carnberry wyrwał mnie z otchłani zakopanych gdzieś głęboko myśli – Obronne
polegają na zwiększeniu twojego poczucia bezpieczeństwa. Wiesz, w razie
jakiegoś zagrożenia. Nie musisz się martwić, lekcje serio są fajne. Na każdej
Nick wymyśla coś innego. No i nie robi żadnych sprawdzianów, to plus. –
zaśmiała się.
- Kto to Nick ? – zaciekawiłam się.
- Nick.. to nasz nauczyciel.
- Ile ma lat, że mówisz o nim „Nick” a nie.. no jak on tam
ma na nazwisko ?
- Richardson. Czy ja wiem.. chyba dziewiętnaście, lub
dwadzieścia. Niezłe z niego ciacho. – mrugnęła do mnie, czekając na reakcję
John’a. Ten jednak udawał, że tego nie usłyszał.
- Dziewiętnaście lat i nauczyciel ? – zdziwiłam się.
- Po prostu bardzo dobrze włada najróżniejszymi sztukami
walki. – wzruszyła ramionami. – A w zasadzie.. To raczej trener niż nauczyciel.
Oprócz obronnych nie nauczy niczego innego, ba , sam się uczy, jest w trzeciej
grupie. No i dopóki Drew nie zawitał do Cotswolds był bezkonkurencyjny jeśli
chodzi o popularność wśród dziewcząt. – John tym razem nie udawał głuchego ,
podszedł do dziewczyny i objął ją od tyłu, jakby chciał odgrodzić ją od reszty
świata. Mimowolnie uśmiechnęłam się na ich widok. – Niektóre wciąż do niego
startują , ale prościej jest z nowszym łupem, bo jest młodszy. Ale tak samo
niedostępny… Tylko że ich „niedostępności” się różnią. Nick jest wesołym chłopakiem,
a jego niedostępność wynika z tego, że nie chciałby spotykać się z ..
uczennicą. Tak, głupio to brzmi. Poza tym ma dziewczynę i są razem szczęśliwi.
No a Drew.. jest po prostu niedostępny, obojętny dla całego świata, przystojny,
samotny, tajemniczy.. I chyba właśnie ta jego niedostępność pociąga choć połowę
z jego adoratorek. – lubiłam jej opowieści. Jako, iż należała już do drugiej
grupy umiejętnościowej, wiedziała dość sporo na temat poszczególnych postaci
mieszkających w Cotswolds. A ja byłam
ich bardzo ciekawa.
Naszą rozmowę przerwała cisza, która nagle zapanowała na
całym trawniku służącym jako pole do ćwiczeń . Spojrzałam w stronę furtki i
ujrzałam w niej wysokiego, dobrze zbudowanego chłopaka o ciemnozłotej,
niezłożonej fryzurze. Z szerokim uśmiechem wszedł „do środka” , witając
wszystkich słowami :
- Cześć wszystkim – ależ oryginalne ! – Co ja tu miałem
powiedzieć.. – podrapał się po głowię. –
A tak ! Mamy nową pierwszogrupową w składzie. – mówiąc to zaczął krążyć żywo
niebieskim wzrokiem po tłumie. Po chwili natrafił na mnie , uśmiechnął się tak,
że przestałam oddychać, po czym gestem ręki pokazał, abym wyszła na środek.
Niepewnie przeszłam pomiędzy innymi „grupowymi” i stanęłam obok Nick’a.
- Jestem Nick Richardson. –wyciągnął do mnie dłoń.
- Jade – uśmiechnęłam się lekko – Maggie Jade Hawkins. –
powiedziałam i uścisnęłam jego rękę. Poczułam, jak między naszymi ciałami
przeszła jakaś nieokreślona, magiczna siła, która aż załoskotała mnie od
środka. Zatopiłam się w jego oczach jak w oceanie ; gdzie nie spojrzałam
widziałam tylko czysty, piękny błękit. Maggie Jade, no co ty, zakochasz się we
własnym nauczycielu ? Zapomnij on tym. Nawet, jeśli jest starszy tylko o trzy
lata, wciąż pozostaje nauczycielem. Puściłam jego rękę i na chwilę oderwałam od
niego wzrok, przenosząc go za Nick’a . Momentalnie zrobiło mi się niedobrze,
odskoczyłam do tyłu i z przeraźliwym wrzaskiem zakryłam sobie usta.
- Co jest ? – zdezorientowany Nick złapał mnie za ramię.
Bez słowa wskazałam palcem na miejsce oddalone od nas o
dobrze dziesięć czy piętnaście metrów. Bardzo blisko lasu, trawa usiana była..
krwią. Świeżą, jeszcze jarzącą się w nikłym blasku słońca, rozmieszczoną w
regularnych od siebie odstępach, ciągnących się przez jakieś trzy metry i
kończących się przy gęstym, brązowym krzaku. Zamarłam ze strachu, próbując się
nie rozryczeć. Na trawniku poruszyło się małe zamieszanie, ale ja nie widziałam
ic poza czerwonymi plamami widniejącymi na bladozielonych pękach roślin.
- Pójdę tam. – usłyszałam głos Nick’a i zobaczyłam , jak
szybkim ruchem przeskakuje płotek. Kilka osób próbowało go zatrzymać, ale on
zaparcie szedł do przodu. Zniknął w głębi lasu, a wtedy Carnberry do mnie
doskoczyła i lekko objęła, szepcząc ,abym się uspokoiła. Nie mogłam wydobyć z
siebie ani jednego słowa .Obawiałam się najgorszego. Przez tą całą wizję, szept
i sen chodziłam jak na szpilkach, a po głowie chodziły mi różne dziwne myśli.
Zrobiłam się nienormalna, czy to w zupełności typowe zjawisko, że nastolatka (
co prawda czarodziejka, ale jednak nastolatka) widzi przyszłość czy coś w tym
rodzaju ?
Po niecałych pięciu minutach znowu ujrzeliśmy w furtce
Nick’a, całego i zdrowego, co lepsze spokojnego i jakby z wyrazem ulgi na
twarzy.
- To nic takiego… -
zaczął
Wszyscy wytężyli słuch.
- Widzisz Maggie.. Nie masz się czego bać, ale twoja reakcja
była typowo ludzka. To Jonas.. Jeden ze zmiennokształtnych. Właśnie pierwszy
raz się przemienił, a pierwsza przemiana jest trochę bolesna i nieco.. krwawa.
Ale to naprawdę nic takiego, ze wszystkimi zmiennokształtnymi tak się dzieje, i
nie ma w tym …
Nie usłyszałam dalszego ciągu wyjaśnień chłopaka, ponieważ
ledwo co stałam na nogach i po prostu stało się. Zemdlałam.
***
Kiedy oprzytomniałam zorientowałam się, że znajduję się w
pomieszczeniu , w którym dotąd ni byłam. Ostrożnie podniosłam się z dębowego
łóżka i rozejrzałam się po pokoju. Był obszerny, zagracony najróżniejszymi
sprzętami i rzeczami, ale zdawał się być przytulny . Po chwili w progu sosnowych
drzwi znalazł się John i Carnberry. Usiedli obok mnie z nieco zatroskanymi
minami, ale byli wyraźnie zadowoleni.
- Wszystko okej ? – spytała Carn.
- Okej. Tak, okej. – przełknęłam ślinę sprawdzając , czy aby
nie mam odruchów wymiotnych , które zwykle miewałam po widoku krwi. Nie
działała na mnie zbyt dobrze, a jej zapach wprost palił moje nozdrza. Za
cholerę nie wiedziałam, jak wampiry mogą się tym żywić ; zresztą nawet nie
chciałam o tym myśleć.
- To dobrze.
- Ile byłam nieprzytomna ? – zaciekawiłam się.
- Niedługo, niecałą godzinę. Właśnie mija ci literatura. –
zaśmiała się –Ale jak nie chcesz na nią iść to nie musisz, dyrektorka zwolniła
cię ze wszystkich lekcji.
- Jejku, ona jest naprawdę super. Alen chyba pójdę. Wiecie,
chcę poznać resztę nauczycieli i w ogóle.
- Rozumiem.- pokiwała głową – Więc idź. Masz tu swoją torbę,
zabrałam ją z szatni. Przebierz się – podała mi ją – A, Micky i Viv zmartwiły
się, kiedy im powiedziałam, że zemdlałaś , więc zgłoś się do nich, żeby
wiedziały, że już wszystko okej, dobra ?
- Dobra.- kiwnęłam głową – Carnberry… Czy ty też tak.. Jak
się przemieniałaś..
- Podobnie. Ale w pełni. Wiesz, jestem wilkołakiem, a nie
zmiennokształtną. –uśmiechnęła się.
- Ah. Jasne. – musiałam głęboko oddychać, żeby nie
zwymiotować. Zabrałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki John’a, bo jak się
okazało, to był jego domek. Przebrałam strój do ćwiczeń w spódnicę, bluzę i
podkolanówki, po czym nieco odświeżyłam wygląd swojej zmęczonej twarzy.
Gdy zdecydowałam , że prezentuję się znośnie, podziękowałam
parzę i wróciłam do szkoły , siadając pod salą od historii , ponieważ nie
miałam ochoty siedzieć dziś z Drew na literaturze. Sądziłam, że wyjdzie mi to
tylko na złe. Przeczesałam palcami powykręcane już we wszystkie strony włosy ,
wyciągając z torby jedną z wypożyczonych książek . Padło na „Cotswolds.
Początki i najważniejsze wydarzenia” . Przerażona liczbą stron – 1432-
otworzyłam książkę, a tak właściwie to księgę na końcu, poszukując spisu
treści. Tak nieduże miasto, typowa brytyjska wieś, a tyle kartek przeznaczonych
do udokumentowania tego miejsca..
Miliardy słów, nadających całości sens.. Byłam ciekawa, kto musiał to
wszystko spisywać- bo w rzeczy samej litery nie okazały się być drukiem, lecz
idealnie proporcjonalnymi znakami . Ja nie miałabym cierpliwości do czegoś
takiego. Żeby to robić, trzeba to po prostu kochać.
Cotwsolds zostało założone w roku 1845 przez dwie
czterdziestoletnie czarownice- Katherine i Shelley. Kobiety preferowały
uprawianie czarnej magii, ale nie były znane ze szczególnego okrucieństwa.
Założyły miasto nie z myślą o szkole, w które się później przekształciło, lecz
chcąc stworzyć osobne imperium doświadczonych czarownic.
Przewracałam powoli kartki, chcąc poznać trochę historii.
(…) W 1859 roku Shelley niespodziewanie zmarła. Za jej
śmierć obwiniało się Katherine, która odprawiając rytuały ze swoją siostrą
potajemnie podkradała jej moc. W końcu Shelley została tak osłabiona, że jej
organizm nie wytrzymał. Jednak nie wiadomo było, czy ta historia jest
prawdziwa, jako, iż Katherine nie przyznawała się do tych zarzutów. Wkrótce
reszta jej czarodziejskich sióstr zaczęła spiskować przeciwko niej i z
pochodniami wkroczyła na jej terytorium, żądając prawdy na temat śmierci
Shelley . Kobiety nie chciały skończyć tak samo jak ona. Katherine przerażona
więzieniem i karą śmierci z powodu zabójstwa, do którego prędko po wielkiej
aferze się przyznała, utopiła się w Tamizie. Jej zwłoki zostały odnalezione rok
później przez jedną z czarownic z imperium, po czym jak najszybciej spalone na
stosie. Siostry bowiem wierzyły, iż dusza Katherine może wydostać się z jej
ciała, jeśli jej nie spalą.
Czytając kolejne zdania opowieści o Shelley i Katherine
ciarki przechodziły mi po plecach. Te całe podkradanie mocy brzmiało jak coś
rodem wyciągnięte z książki lub filmu fantasy. Nawet nie wiedziałam, że da się
coś takiego zrobić. No i oczywiście w żadnym razie nie chciałam tego próbować.
Katherine musiała mieć trochę poprzewracane w głowię, pewnie chciała mieć
władzę nad całym Cotswolds… Kto wiem, może i zamierzała wykończyć w ten sposób
wszystkie swoje siostry ?
- Historia Cotswolds serio jest ciekawa, a ta lektura
wciąga. – znajomy, lekko ochrypnięty głos wyrwał mnie z zamyślenia. Podniosłam
głowę znad pożółkłych , pachnących wilgocią kartek.
- Właśnie widzę.- rzuciłam w stronę Drew. – Czemu nie jesteś
na literaturze ? – do końca lekcji pozostało jeszcze trzydzieści minut, jak się
dowiedziałam po spojrzeniu na zegarek.
- Meyer mnie denerwuje. Szczerze mówiąc to wyżywa się na
mnie. Nie podoba jej się to, że moja mama ma ja wkrótce zastąpić. – oparł się o
ścianę, wkładając ręce do kieszeni czarnych spodni i muszę przyznać, że
wyglądał w tej pozie.. dość pociągająco. Typowy bad boy. Nie, żeby mnie to
jakoś interesowało.
- Twoja mama ma ją zastąpić ? Kiedy ?
- Niedługo – wzruszył ramionami – Odkąd Meyer nie może
znaleźć wspólnego języka z uczniami, dyrekcja nie jest za tym, aby wciąż
uczyła. A moja mama już od dawna jest pierwsza w kolejności do przejęcia tego
przedmiotu. – dziwiło mnie, że tak normalnie ze sobą rozmawiamy.
- Nie może znaleźć wspólnego języka z uczniami ? Wydawała
się być w porządku. – przypomniała mi się jej miła twarz.
- Może dlatego, że kompletnie nie interesowałaś się lekcją,
Hawkins. – zaśmiał się krótko – A jest taka podburzona od czasu, kiedy to
narzeczony ją rzucił. W sumie to mu się nie dziwię..
- Hej, każda zraniona kobieta by się tak zachowała.-
zmarszczyłam lekko brwi.
- Tak, ale ona jest nauczycielką, mogłaby się trochę
pohamować z tym wysyłaniem do głów uczniów jakichś durnych obrazków..
- Coo ? Wysyła.. obrazki ? – przeraziłam się na myśl o mojej
wizji.
- No. Jest w nich jakiś tam sens. Związany z lekcją.
Słuchaj, nie gadaj czy coś w tym stylu. Nie straszne, ale i tak chore, no bo
kto normalny tak robi.
- Czyli nie wysyła jakichś scen z horrorów ? Eee.. no wiesz,
krwi czy czegoś w tym rodzaju ? – przełknęłam ślinę.
- Nie.. nie, na pewno nie, aż tak psychiczna nie jest.
Zresztą, nie zrobiłaby ci tego, słyszałem, jak dziś zareagowałaś na widok krwi.
To o to ci chodzi, prawda ?
- Właśnie – podchwyciłam, aby nie nabrał żadnych podejrzeń.
- Musisz być tu silna, Hawkins. W Cotsowlds jest pełno osób,
które tylko chcą zniszczyć takich jak ty. Uważaj na siebie – lekko się nade mną
pochylił.
- Nawet mnie nie znasz. Umiem o siebie zadbać. – niemalże
warknęłam.
- Przekonamy się, Hawkins. – uśmiechnął się ironicznie i
odszedł.
________________________________________________________________
No i trzeci.. Na początku oczywiście bardzo bardzo bardzo przepraszam że musieliście tak długo czekać. Jak zwykle. Jestem do tyłu z dwoma zeszytami prawie i po prostu te przepisywanie jest strasznie długie, nudne, żmudne i męczące.. Jednakże OBIECUJĘ, że jeśli spiszecie się jeśli chodzi o komentarze, to 4 rozdział pojawi się tu raz dwa. Muszę zdradzić, że u Maggie Jade ostatnio dużo się dzieje, haha, mam naprawdę ogromną burzę mózgów, obecnie piszę 18 rozdział a wciąż jest tego więcej i więcej, więc nie musicie spodziewać się nieoczekiwanego końca :) Z góry przepraszam za błędy ortograficzne. Jeszcze raz proszę Was o opinie w komentarzach, to dla mnie ogromnie ważne, no i pamiętajcie że KAŻDY może dodać komentarz anonimowy :)
Do zobaczeniaa ;***
Z.





haha, bardzo fajne, nie moge sie doczekac konca,bo bardzo ciekawie piszesz <3 *.*
OdpowiedzUsuńszybciej pisz kicia ; * BAAAAAARDZO MI SIE PODOBA :)))))))
OdpowiedzUsuń